Szanowni Państwo,
jako przedstawiciele polskiego stowarzyszenia obywatelskiego czujemy się w obowiązku zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na poważne naruszenia zasad państwa prawa w Polsce, do jakich dochodzi od grudnia 2023 roku. Poniżej przedstawiamy udokumentowane przykłady działań władz naruszających konstytucyjne reguły demokratycznego państwa prawnego. Sytuacja ta rodzi uzasadnione obawy o stan demokracji i praworządności w naszym kraju. Prosimy o pochylenie się nad opisanymi faktami i podjęcie stosownych działań w ramach kompetencji instytucji Unii Europejskiej.
Nielegalne odwołanie Prokuratora Krajowego z pominięciem Prezydenta RP
W styczniu 2024 r. nowy rząd RP dokonał faktycznego odwołania Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego z pominięciem wymaganego trybu ustawowego. Zgodnie z prawem odwołanie urzędującego Prokuratora Krajowego wymaga pisemnej zgody Prezydenta RP. Tymczasem 12 stycznia 2024 r. Prokurator Generalny (będący jednocześnie Ministrem Sprawiedliwości) Adam Bodnar jednostronnie wręczył Dariuszowi Barskiemu pismo stwierdzające odwołanie go z funkcji – bez podstawy prawnej, co rażąco narusza art. 7 Konstytucji (zasada legalizmu). Rząd powołał najpierw nieprzewidzianą w ustawie funkcję „p.o. prokuratora krajowego” i obsadził ją Jackiem Bilewiczem, po czym premier Donald Tusk mianował nowym Prokuratorem Krajowym Dariusza Korneluka – również bez wymaganego prawem zaopiniowania tej decyzji przez Prezydenta RP.
Niezgodność tych działań z prawem potwierdził Sąd Najwyższy. W uchwale z 27 września 2024 r. SN orzekł, że przepisy stanowiące podstawę powołania Dariusza Barskiego na Prokuratora Krajowego nie miały charakteru czasowego ani epizodycznego – zatem jego powołanie było w pełni prawnie skuteczne. Innymi słowy, Sąd Najwyższy uznał, iż Dariusz Barski nie został skutecznie odwołany i bezprawnie odsunięto go od wykonywania obowiązków. Mimo to obecny obóz rządzący siłowo przejął Prokuraturę Krajową, ignorując obowiązującą ustawę o prokuraturze. Tego rodzaju zamach na niezależność prokuratury budzi nasz najwyższy niepokój.
Polityczne naciski na sądownictwo: KRS, „neo-sędziowie” i uchylanie wyroków
Od przełomu 2023/2024 obserwujemy bezprecedensowe ingerencje w wymiar sprawiedliwości, wymierzone zwłaszcza w sędziów powołanych po 2018 r. przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Władze publicznie podważają status tych sędziów i podejmują działania skutkujące degradacją zawodową tzw. „neo-sędziów”. Przykładowo, kierownictwo Sądu Okręgowego w Warszawie – największego sądu w kraju – decyzją administracyjną przenosi 10 sędziów nominowanych po 2018 r. do wydziału, w którym będą zajmować się wyłącznie drobnymi sprawami (zażalenia na czynności prokuratora, wnioski o uchylenie tajemnicy itp.), odsuwając ich od orzekania w poważniejszych procesach karnych. Takie sztuczne wydzielenie „gorszej kategorii” sędziów o nominacjach związanych z nową KRS ma miejsce m.in. w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie oraz – od lutego br. – w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Według słów posła Patryka Jakiego, przeciwnika politycznego obecnego rządu, mamy do czynienia z celowym „ustawianiem składów sędziowskich pod zlecenia polityczne”, co oznacza brak gwarancji prawa do bezstronnego sądu. Przewodniczący klubu opozycyjnego Mariusz Błaszczak określił te praktyki jako powrót autorytaryzmu, wskazując, że w warszawskim sądzie karnym trwa czystka sędziów niepożądanych przez władzę, aby sąd ten realizował „zlecenia płynące z kancelarii Donalda Tuska”.
Co więcej, dochodzi do prób kwestionowania ważności wyroków wydanych przez składy orzekające z udziałem sędziów nominowanych po 2018 r. Obóz rządzący zapowiedział specjalną ustawę „przywracającą prawo do niezależnego i bezstronnego sądu” – de facto ustawę „naprawczą” wymierzoną w nominacje sędziowskie z lat 2018–2025. Projekt ten przewiduje m.in. procedury wzruszania orzeczeń wydanych przez sędziów powołanych przez „neo-KRS”. Premier Tusk ocenia te działania jako „bardzo ważny krok w przywracaniu praworządności”, jednak w ocenie niezależnych prawników takie retroaktywne unieważnianie wyroków budzi poważne zastrzeżenia konstytucyjne. Nawet rzecznik praw obywatelskich przyznaje, że sama wadliwość powołania sędziego nie może automatycznie oznaczać nieważności każdego jego orzeczenia. Mimo to rząd forsuje rozwiązania podważające stabilność prawomocnych orzeczeń sądowych, jeśli zapadły z udziałem sędziów kojarzonych z poprzednią władzą. Tak daleko posuniętej ingerencji politycznej w niezawisłość sędziów nie odnotowano w Polsce po 1989 r.
Udział stowarzyszeń sędziowskich w procesach politycznych
Niepokojący jest również aktywny udział sędziowskich stowarzyszeń „Iustitia” i „Themis” w bieżących procesach politycznych. Organizacje te w poprzednich latach współpracowały z instytucjami UE, apelując o powiązanie wypłaty środków unijnych z przestrzeganiem praworządności. Jak otwarcie przyznał prezes Iustitii sędzia Krystian Markiewicz, to właśnie dzięki ich staraniom Komisja Europejska wprowadziła tzw. „kamienie milowe” blokujące Polsce środki z Funduszu Odbudowy do czasu przywrócenia praworządności. Dziś jednak ci sami sędziowie angażują się w działania, które noszą znamiona politycznej stronniczości. Po zmianie władzy osoby związane z Iustitią i Themis uzyskały wpływowe stanowiska – np. obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek przez wiele lat zasiadał we władzach stowarzyszenia Themis, a do kierownictwa resortu weszli również prokuratorzy związani ze stowarzyszeniem Lex Super Omnia skupiającym krytyków poprzedniego rządu.
Ta bliskość środowisk sędziowskich z nową władzą przekłada się na ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości w sprawach dotyczących opozycji. Wspomniane wcześniej „ustawianie składów” w kluczowych sądach odbywa się przy udziale sędziów zaangażowanych w Iustitię (np. sędzia Piotr Gąciarek został kierownikiem nowo utworzonej sekcji w warszawskim sądzie, dokąd przesunięto niewygodnych „neo-sędziów”). Niezależni obserwatorzy wskazują, że takie działania mają na celu zapewnienie, by sprawy dotyczące polityków opozycji (byłej ekipy rządzącej) trafiały wyłącznie przed składy „zaufane” obecnej władzy. Potwierdzają to słowa czołowych polityków opozycji: Patryk Jaki zarzucił ekipie ministra Bodnara (byłego PG) ustawianie składów sędziowskich pod sprawy polityczne, co jego zdaniem jest jaskrawym zaprzeczeniem bezstronnego sądownictwa.
Na ironię zakrawa fakt, że sędziowie i prokuratorzy niegdyś wołający o praworządność w Brukseli, dziś uczestniczą w działaniach podważających zaufanie do neutralności sądów. Premier Donald Tusk wprost zadeklarował, że jego rząd działa w warunkach „demokracji walczącej” i z „pełną świadomością ryzyka” podejmuje decyzje mogące nie spełniać standardów pełnej legalności z punktu widzenia „purystów prawnych”. Ta publiczna wypowiedź – padła we wrześniu 2024 r. podczas spotkania premiera z grupą sędziów i ekspertów związanych m.in. z Iustitią i Themis – de facto stanowi przyzwolenie najwyższych władz na działania na granicy prawa, rzekomo w imię ratowania demokracji. Uważamy takie podejście za niezwykle niebezpieczne. Historia dowodzi, że usprawiedliwianie bezprawnych metod „wyższą koniecznością” zawsze prowadzi do erozji praworządności.
Prześladowania polityczne i nadużycia detencyjne
Od końca 2023 r. w Polsce odżyło ponure zjawisko aresztów wydobywczych, czyli stosowania tymczasowego aresztowania jako środka wywierania presji i wymuszania zeznań. Organy ścigania podległe obecnej władzy sięgają po ten środek wobec osób kojarzonych z poprzednim obozem rządzącym, nieraz w błahych sprawach, co każe postrzegać te działania jako motywowane politycznie. Lista przykładów jest długa:
- Ks. Michał Olszewski – katolicki duchowny znany z krytyki działań obecnego rządu – został zatrzymany i tymczasowo aresztowany pod zarzutami, które jego obrońcy określają jako mocno wątpliwe. W opinii wielu komentatorów jest to forma uciszania niewygodnego głosu w debacie publicznej.
- Byłe urzędniczki państwowe – kilka kobiet pełniących funkcje kierownicze w instytucjach za poprzedniej ekipy zostało zatrzymanych o świcie i aresztowanych pod zarzutami przekroczenia uprawnień. W jednym z przypadków (areszt dyrektorki departamentu resortu finansów) sąd następnie stwierdził bezzasadność aresztu i natychmiast ją uchylił, co rodzi podejrzenia, iż pierwotnym celem akcji było wywołanie efektu mrożącego u innych urzędników.
- Poseł Dariusz Matecki (PiS) – od lutego do kwietnia 2025 r. przebywał w areszcie śledczym w związku z prowadzonym śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości (funduszu kontrolowanego wcześniej przez b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę). Sąd zgodził się na areszt na wniosek prokuratury argumentującej rzekomą obawę matactwa. Pan Matecki został zwolniony z aresztu dopiero po wpłaceniu bardzo wysokiego poręczenia (500 tys. zł). Tuż po opuszczeniu aresztu ujawnił on, że w celi próbowano wymusić na nim obciążające zeznania przeciwko Zbigniewowi Ziobrze – były to, jak sam określił, „areszt wydobywczy” i zemsta polityczna ze strony Donalda Tuska oraz ludzi obecnej władzy. Poseł Matecki zeznał mediom: „Jeśli powiedziałbym coś złego na ministra Ziobrę, to ten areszt natychmiast by się skończył decyzją prokuratorów”. Dodał również wstrząsający szczegół: na dwa miesiące przed zatrzymaniem u niego zdiagnozowano dziesiątki polipów przednowotworowych w żołądku, wymagających szybkiej operacji, której odmówiono mu w trakcie aresztu. Była to zatem forma tortury psychicznej, polegającej na narażeniu życia aresztanta dla wydobycia zeznań.
- Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik – byli ministrowie rządu poprzedniej kadencji – zostali prawomocnie skazani 20 grudnia 2023 r. na kary więzienia za nadużycia władzy sprzed wielu lat (tzw. sprawa afery gruntowej). Mimo iż Prezydent RP niezwłocznie ułaskawił obu polityków (po raz kolejny, gdyż wcześniejsze ułaskawienie z 2015 r. okazało się nieskuteczne formalnie), organy ścigania dokonały ich zatrzymania. 9 stycznia 2024 r. policja weszła na teren Pałacu Prezydenckiego i aresztowała obu polityków, przerywając uroczystość z udziałem Prezydenta. Osadzono ich w areszcie i pomimo ogłoszenia głodówki protestacyjnej przez zatrzymanych, pozostawiono ich w izolacji aż do czasu ponownego aktu łaski Prezydenta (23 stycznia 2024 r.). Należy podkreślić, że jeszcze 21 grudnia 2023 r. Marszałek Sejmu ogłosił wygaśnięcie mandatów poselskich Kamińskiego i Wąsika z mocy prawa (wskutek skazania), jednak kilka dni później – w dość kontrowersyjny sposób – Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN uchyliła to postanowienie Marszałka, przywracając im tymczasowo status posłów. Organy ścigania zdawały się jednak ignorować fakt, że kwestia immunitetów była w toku – zatrzymano Kamińskiego i Wąsika jak pospolitych przestępców, co obóz opozycyjny (PiS) odebrał jako demonstrację siły i upokorzenie. Po opuszczeniu więzienia obaj politycy zostali dodatkowo oskarżeni o nielegalne wykonywanie mandatu poselskiego – zarzucono im, że uczestniczyli w głosowaniach sejmowych w okresie, gdy formalnie (zdaniem części prawników) ich mandaty wygasły wskutek skazania. Sprawa ta ma charakter bezprecedensowy i wciąż budzi spory prawne.
- Marcin Romanowski – były wiceminister sprawiedliwości, obecnie poseł – został objęty postępowaniem karnym i pozbawiony immunitetu poselskiego głosami nowej większości. W sierpniu 2025 r. prokuratura wystąpiła do Sejmu o zgodę na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie posła Romanowskiego, zarzucając mu nadużycia w zarządzaniu funduszami publicznymi. Choć ostatecznie do fizycznego zatrzymania nie doszło (poseł dobrowolnie stawił się na przesłuchania), sam fakt wnioskowania o areszt dla czynnego parlamentarzysty opozycji wskazuje na eskalację środków represji wobec polityków poprzedniej ekipy rządzącej.
- Zbigniew Ziobro – były Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny (w latach 2015–2023), obecnie poseł – również stał się celem działań prokuratury podległej obecnej władzy. 7 listopada 2025 r. Sejm (głosami koalicji rządzącej) uchylił immunitet poselski Zbigniewa Ziobry i wyraził zgodę na jego zatrzymanie oraz tymczasowe aresztowanie. Prokuratura Krajowa zamierza postawić mu aż 26 zarzutów związanych z zarządzaniem Funduszem Sprawiedliwości. Klub opozycyjny bronił posła Ziobry wskazując, że jest to odwet polityczny – tym bardziej bezwzględny, że Ziobro zmaga się obecnie z poważnymi problemami zdrowotnymi (informowano publicznie o poważnych zabiegach medycznych, którym musiał się poddać w ostatnim czasie). Mimo to rządzący forsują możliwość osadzenia go w areszcie. Nigdy wcześniej w najnowszej historii Polski nie dążono do uwięzienia byłego ministra sprawiedliwości, i to na podstawie działań podjętych w trakcie sprawowania urzędu. Takie postępowanie tworzy niebezpieczny precedens i przypomina praktyki autorytarnych reżimów, gdzie rozliczenia polityczne dokonują się poprzez osadzanie opozycji za kratami.
Powyższe przypadki – zaledwie wybrane z wielu – układają się w wyraźny obraz politycznych prześladowań przy użyciu aparatu wymiaru sprawiedliwości. Tymczasowe aresztowanie, które z założenia ma być środkiem ostatecznym, służącym zabezpieczeniu postępowania karnego, jest obecnie stosowane nagminnie wobec oponentów obecnej władzy. Ma to na celu ich zastraszenie, złamanie psychiczne, a także zdyskredytowanie w oczach opinii publicznej (poprzez wywołanie medialnego wrażenia „winnego skoro aresztowany”). Tak instrumentalne użycie represji karnej stoi w sprzeczności z zasadą domniemania niewinności i standardami państwa prawa.
Lekceważenie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego
Kolejnym rażącym naruszeniem praworządności jest odmowa publikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego przez rząd premiera Donalda Tuska. Od marca 2024 r. Prezes Rady Ministrów – mimo konstytucyjnego obowiązku – nie ogłasza w Dzienniku Ustaw żadnych orzeczeń TK. Rząd otwarcie kwestionuje legalność obecnego składu Trybunału (wybranego w dużej mierze przez poprzedni parlament), twierdząc, że publikacja jego wyroków byłaby „niedopuszczalna”. Taka argumentacja nie ma oparcia w prawie – Konstytucja RP w art. 190 ust. 2 stwierdza jednoznacznie, że orzeczenia TK podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu, a warunek publikacji decyduje o wejściu wyroku w życie. Żaden przepis nie daje rządowi kompetencji do cenzurowania wyroków Trybunału ani oceniania legalności składu tego organu. Mimo to Rada Ministrów 18 grudnia 2024 r. przyjęła uchwałę, w której formalnie zobowiązała premiera do dalszego niepublikowania wyroków TK. Takie działanie to jawne pogwałcenie konstytucji i podziału władz.
Skutki tej praktyki są bardzo poważne. Po pierwsze, podważa to pewność prawa – wyroki Trybunału rozstrzygające o zgodności ustaw z Konstytucją nie są oficjalnie promulgowane, co wprowadza chaos prawny. Obywatele nie wiedzą, czy obowiązuje ustawa uznana przez TK za niekonstytucyjną, skoro orzeczenie nie zostało ogłoszone. Rzecznik Praw Obywatelskich już dwukrotnie publicznie alarmował, że taka sytuacja uniemożliwia obywatelom dochodzenie ich konstytucyjnych praw i wolności. Po drugie, odmowa publikacji wyroków uderza w autorytet sądu konstytucyjnego i porządek konstytucyjny jako całość. Nawet jeżeli obecny skład TK jest kwestionowany, to w świetle prawa jego orzeczenia są ostateczne i powszechnie wiążące (art. 190 ust. 1 Konstytucji).
Co znamienne, sam Trybunał Konstytucyjny wypowiedział się ostatnio na ten temat. 23 września 2025 r. TK w pełnym składzie wydał wyrok (sygn. P 3/25), w którym jednoznacznie stwierdził, że praktyka premiera Tuska jest niezgodna z prawem, a brak publikacji nie uchyla skuteczności wyroku – orzeczenia TK wywołują skutki prawne od momentu ogłoszenia na sali rozpraw, niezależnie od ich publikacji. Mówiąc inaczej, Trybunał potwierdził, że Donald Tusk działa bezprawnie, wstrzymując druk wyroków, ale nawet to bezprawie nie jest w stanie zatrzymać mocy obowiązującej orzeczeń. Jest to sytuacja kuriozalna i wprost sprzeczna z zasadą państwa prawnego (art. 2 Konstytucji).
Dodajmy, że rząd powołuje się na polityczną uchwałę Sejmu z marca 2024 r., wzywającą do „usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego” i uznającą obecny TK za wadliwie obsadzony. Uchwała taka nie ma mocy prawnej – to deklaracja polityczna. Nie może ona stanowić podstawy do niewykonywania konkretnych przepisów Konstytucji. Niestety, obecna władza przedkłada w tej kwestii logikę rewolucyjnej „sprawiedliwości dziejowej” nad porządek prawny. Ci sami politycy, którzy kilka lat temu – będąc w opozycji – apelowali do międzynarodowej opinii o obronę praworządności w Polsce, dziś sami dopuszczają się rażącego naruszania konstytucji.
Kryzys konstytucyjny: sprawa „zamachu stanu” i ingerencje w władzę prezydenta
Kulminacją opisanych wydarzeń jest bezprecedensowy kryzys konstytucyjny związany z procesem przekazania urzędu Prezydenta RP po wyborach 2025 r. Wybory prezydenckie odbyły się w maju 2025 r. i zakończyły się zwycięstwem kandydata opozycji z poprzedniego obozu rządzącego (Karola Nawrockiego). Fakt ten wywołał silne napięcia – rządząca koalicja parlamentarna nie kryła rozczarowania i formułowała publicznie sugestie, jakoby wybór prezydenta z innego obozu politycznego „nie gwarantował demokracji”. W tym kontekście w lipcu 2025 r. doszło do niebywałej sytuacji: Marszałek Sejmu Szymon Hołownia (polityk obozu rządowego, do którego kompetencji należy przyjęcie przysięgi od nowo wybranego Prezydenta) ujawnił publicznie, że wielokrotnie sugerowano mu opóźnienie lub odmowę zaprzysiężenia Prezydenta-elekta Karola Nawrockiego. Hołownia ocenił takie pomysły jednoznacznie jako nawoływanie do „zamachu stanu”, gdyż niezaprzysiężenie legalnie wybranego Prezydenta byłoby rażącym złamaniem konstytucji i groźbą dla stabilności państwa. Podkreślił, że w tamtym momencie (czerwiec–lipiec 2025) odmowa zwołania Zgromadzenia Narodowego w celu przyjęcia przysięgi prezydenckiej byłaby pogrążeniem kraju w chaosie prawnym. Te słowa Marszałka Sejmu – de facto przyznanie, że kręgi rządowe rozważały ignorowanie werdyktu wyborców – dosadnie obrazują stan praworządności.
Reakcją na wypowiedź Hołowni było… skierowanie przeciwko niemu samego zawiadomienia do prokuratury przez organy zdominowane przez obecną władzę. Zawiadomienie złożył m.in. prezes tzw. nowej KRS (mec. Bartosz Lewandowski) oraz prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski (nominat poprzedniej władzy, zachowany przez nowy rząd na stanowisku). W sierpniu 2025 r. prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie rzekomego „pełzającego zamachu stanu” – jednak ku zaskoczeniu, śledztwo to nie dotyczyło osób sugerujących blokadę zaprzysiężenia, lecz… słów samego Hołowni. Marszałkowi Sejmu przyznano status świadka i wezwano go na przesłuchania, podczas których dopytywano go o kulisy wspomnianych sugestii. Sprawę powierzono początkowo zastępcy Prokuratora Generalnego Michałowi Ostrowskiemu.
Dalszy rozwój wypadków był równie niepokojący. Prokurator Ostrowski, który odważył się wszcząć dochodzenie w kierunku „zamachu stanu” (co potencjalnie mogło objąć osoby z najwyższych władz), został natychmiast odsunięty od sprawy i zawieszony w czynnościach służbowych przez Prokuratora Generalnego Adama Bodnara. PG zarzucił mu „rażące naruszenie przepisów” – formalnie wskazano, że Ostrowski nie dopełnił procedur rejestrując zawiadomienie od prezesa TK (swojego kolegi z czasów poprzedniej ekipy) i winien był się wyłączyć z tej sprawy. W istocie jednak decyzja o zawieszeniu zapadła błyskawicznie po tym, jak prok. Ostrowski zaczął badać potencjalną odpowiedzialność przedstawicieli obecnej władzy. W lutym 2025 r. wszczęto nawet wewnętrzne śledztwo dyscyplinarne przeciw Ostrowskiemu z art. 231 kk (przekroczenie uprawnień). Innymi słowy, ukarano prokuratora za to, że chciał dochodzić sprawiedliwości w sprawie możliwego pogwałcenia konstytucji przez rządzących.
Równocześnie sprawę zasadniczą – tj. prób wpływania na proces przejęcia urzędu prezydenta – wyciszono. Przesłuchanie marszałka Hołowni 10 października 2025 r. zostało przerwane na jego wniosek, a termin kontynuacji (3 listopada) nie doszedł do skutku, gdyż Marszałek odmówił stawienia się ponownie w obecności Prezesa TK i pełnomocnika KRS. Ostatecznie więc nie wyjaśniono, kto konkretnie sugerował nieodbieranie przysięgi od prezydenta elekta. Jednak już sam fakt, że takie sugestie padły (Hołownia przyznał, że czyniły to osoby, którym „nie podobał się wynik wyborów”), jest alarmujący. Świadczy to o gotowości części elit rządzących do podważenia werdyktu wyborczego obywateli i naruszenia ciągłości władzy prezydenckiej w imię politycznej walki.
Należy też odnotować, że krótko po wyborach prezydenckich 2025 r. obóz rządzący próbował zmienić zasady stwierdzania ważności tych wyborów. W marcu 2025 r. Sejm – korzystając z większości – przegłosował ustawę odbierającą właściwość w sprawach protestów wyborczych Izbie Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego (obsadzonej sędziami z nominacji nowej KRS), przekazując te kompetencje Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (zdominowanej przez sędziów starszej nominacji). Ten zabieg legislacyjny miał zapewne zagwarantować korzystne dla rządzących rozstrzygnięcie ewentualnych protestów wyborczych. Działanie to zostało negatywnie ocenione przez Komisję Wenecką, jako naruszające zasadę niezmieniania „reguł gry” wyborczej po wyborach. Ostatecznie jednak wybory prezydenckie zostały uznane za ważne.
Na marginesie warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii godzącej w powagę instytucji państwa: w trakcie kampanii prezydenckiej 2025 r. obecny premier Donald Tusk publicznie podważał wiarygodność służb specjalnych, przywołując zamiast ich ustaleń… pogłoski rozgłaszane przez patocelebrytę. W maju 2025, na finiszu kampanii, premier w wywiadzie telewizyjnym zaskakująco powołał się na relację pana Jacka Murańskiego – kontrowersyjnej postaci znanej z tzw. freak-fightów MMA – aby oskarżyć kandydata opozycji Karola Nawrockiego o rzekome powiązania ze światem przestępczym. Źródłem tych oskarżeń miały być wpisy Murańskiego w mediach społecznościowych o dawnych kontaktach Nawrockiego. Fakt, że urzędujący premier użył tak niewiarygodnego „świadka” zamiast polegać na oficjalnych informacjach służb państwowych, wywołał szok i oburzenie nawet wśród części opinii publicznej. Komentatorzy określili tę sytuację jako „symbol upadku standardów” – sugerując, że premier bardziej ufa plotkom od byłego skazańca niż własnym służbom specjalnym. Poseł Paweł Kukiz trafnie zauważył, że Donald Tusk od dwóch lat nadzorował służby jako premier, a jednak dopiero tydzień przed wyborami „olśniło” go, by uwierzyć w rewelacje Murańskiego, choć przez 15 lat żadna instytucja państwowa nie potwierdziła podobnych zarzutów. Ten incydent podważył wiarygodność najwyższych organów państwa i po raz kolejny pokazał gotowość ekipy rządzącej do poświęcenia standardów instytucjonalnych w imię doraźnej walki politycznej.
Podsumowanie i apel
Opisane powyżej działania władzy publicznej tworzą obraz systemowego naruszania zasad państwa prawa, a także upolitycznienia instytucji, które z mocy Konstytucji powinny być niezależne – prokuratury, sądów, a nawet Trybunału Konstytucyjnego.
W ciągu niespełna dwóch lat doszło do sytuacji, w której podstawowe prawa obywateli – do rzetelnego procesu, niezależnego sądu i bezpiecznego państwa – są zagrożone. Dzieje się to przy milczącej akceptacji wszystkich instytucji międzynarodowych.
W tym kontekście społeczeństwo obywatelskie zadaje pytanie o postawę Komisji Europejskiej. Obecny Premier Rzeczypospolitej, Donald Tusk, był w przeszłości przewodniczącym Rady Europejskiej i pozostaje w bliskich, przyjacielskich relacjach z Przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Wielu Polaków zadaje dziś pytanie, czy ta zażyłość nie prowadzi do stosowania podwójnych standardów – łamanie prawa w Polsce spotyka się bowiem z milczeniem, podczas gdy w przeszłości, wobec innych rządów, podobne działania były natychmiast krytykowane.
Jeśli Unia Europejska chce pozostać wspólnotą opartą na wartościach, powinna wykazywać jednakowe podejście wobec wszystkich państw członkowskich i wszystkich ekip rządzących, niezależnie od ich barw politycznych.
Naszym celem nie jest sankcjonowanie Polski ani uderzanie w obywateli, lecz przypomnienie, że praworządność to nie narzędzie polityczne, lecz fundament demokracji.
Dlatego apelujemy do instytucji europejskich, mediów międzynarodowych i opinii publicznej:
zamiast milczeć wobec naruszeń prawa, żądajcie przejrzystości, rzetelności i jednakowych standardów.
Czy tak ma wyglądać praworządność według Unii Europejskiej, gdy były przewodniczący Rady Europejskiej wprowadza w swoim kraju praktyki, które sam potępiał w przeszłości?
Z poważaniem,
(podpisy przedstawicieli stowarzyszenia obywatelskiego)
