Raport: Czy tak wygląda praworządność według UE?

Wybrane bezprawne działania obecnej władzy w Polsce

Nielegalna zmiana na stanowisku Prokuratora Krajowego

Obecne władze bezprawnie odwołały urzędującego Prokuratora Krajowego i powołały nowego, ignorując ustawowy wymóg udziału Prezydenta RP w tej procedurze. W styczniu 2024 r. pan Dariusz Barski został odwołany na podstawie zamówionej opinii ze stanowiska szefa Prokuratury Krajowej, rzekomo z powodu nieprawidłowości proceduralnych przy jego powołaniu. Na jego miejsce decyzją Premiera mianowano najpierw Jacka Bilewicza, a następnie Dariusza Korneluka. Prezydent Andrzej Duda publicznie potępił te działania, stwierdzając, że „zarówno nielegalne usunięcie Dariusza Barskiego, jak i bezprawne powołanie na funkcję PK Dariusza Korneluka, stanowią w istocie rażące pogwałcenie konstytucyjnej zasady praworządności”. Spór o kierownictwo prokuratury trafił na drogę sądową.

Sąd Najwyższy potwierdził, że odwołanie Barskiego było bezprawne. W uchwale z 29 września 2024 r., trzyosobowy skład Izby Karnej SN orzekł, iż przywrócenie D. Barskiego do służby czynnej w 2022 r. oraz jego powołanie na Prokuratora Krajowego miały ważną podstawę prawną i było skuteczne. Sąd wyraźnie wskazał, że w momencie mianowania następcy Barski był nadal prawowitym szefem Prokuratury Krajowej. Ekspert konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski ocenił, że minister sprawiedliwości dokonał zmiany na stanowisku prokuratora krajowego w sposób określony przez SN jako bezprawny, a „SN nie pozostawił wątpliwości, [Prokuratorem Krajowym] jest nim Dariusz Barski”. Mimo tego Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar odmówił uznania orzeczenia SN za wiążące, twierdząc, że wydało je trzech „neosędziów” broniących własnych stanowisk. W rezultacie panuje dwuwładza i chaos – część środowiska prawniczego nadal uznaje Barskiego za legalnego Prokuratora Krajowego, podczas gdy resort sprawiedliwości forsuje na tym miejscu D. Korneluka. Konflikt ten ilustruje bezprecedensowe lekceważenie praworządności: rządzący ignorują zarówno ustawowe procedury odwołania Prokuratora Krajowego (wymagające udziału Prezydenta RP), jak i uchwałę Sądu Najwyższego potwierdzającą bezprawność ich działań. Te bezprawne działania mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo prawne obywateli. Ostatecznie przestępcy zostaną uniewinnieni a obywatele obciążeni kosztami odszkodowań.

Podważanie niezależności sądów i sędziów

Od grudnia 2023 r. nowe władze rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę kampanię przeciw organom wymiaru sprawiedliwości, prowadzoną pod hasłem „przywracania praworządności”. W rzeczywistości działania te demolują konstytucyjne gwarancje niezależności sądów. Pierwszym celem ataków stała się Krajowa Rada Sądownictwa (KRS). Już 20 grudnia 2023 r. Sejm – zdominowany przez obecną koalicję – podjął uchwałę stwierdzającą, że wybór 15 członków-sędziów KRS dokonany w latach 2018–2022 nastąpił z rażącym naruszeniem Konstytucji, i wezwał tych członków do „niezwłocznego zaprzestania działalności w tym organie”. Jest to bezprecedensowa sytuacja, w której władza ustawodawcza próbuje „siłowo wymusić zmiany w składzie KRS” poza trybem ustawy. Przypomnijmy, że zgodnie z Konstytucją KRS stoi na straży niezależności sądów (art. 186 ust.1) i składa się m.in. z 15 członków będących sędziami, wybieranych zgodnie z ustawą (art. 187 ust.1) – Konstytucja nie przesądza, przez kogo mają być wybrani. Obecna większość rządząca ma prawo zmienić zasady wyboru przyszłych członków KRS, ale próba skrócenia kadencji obecnych członków uchwałą sejmową jest niedopuszczalnym złamaniem zasady kadencyjności i trójpodziału władzy. Mimo to władze podsycają narrację, jakoby KRS od 2018 r. była „nielegalna” – co wprost ignoruje wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 25 marca 2019 r. (K 12/18), który potwierdził zgodność nowego sposobu wyboru KRS z Konstytucją.

Równocześnie podważana jest pozycja sędziów powołanych po 2017/2018 roku. Politycy obozu rządzącego i sprzyjający im prawnicy twierdzą, że nominacje tych sędziów są wadliwe, gdyż dokonała ich „neo-KRS”. W konsekwencji orzekają oni, że tacy sędziowie w ogóle „nie nabyli statusu sędziego”, a wyroki wydane z ich udziałem powinny być uznane za niebyłe. Pojawiły się nawet pomysły wprowadzenia masowej „weryfikacji” ponad 2500 sędziów nominowanych po 2018 r. – tzw. test niezawisłości miałby badać, czy spełniają oni standardy niezależności. Tego rodzaju rozwiązania są skrajnie niekonstytucyjne, gdyż naruszają zasadę nieusuwalności sędziów i niezawisłości (art. 178 ust.1 i art. 180 ust.1 Konstytucji). Jak stwierdza Naczelny Sąd Administracyjny, nawet hipotetyczna wada obsady KRS nie jest wystarczającą podstawą do kwestionowania statusu sędziego powołanego przez Prezydenta RP – akt powołania sędziego jest prerogatywą Prezydenta i ma charakter ostateczny. Mimo to Minister Sprawiedliwości otwarcie instruował sędziów, by „zwracali szczególną uwagę” na orzeczenia TSUE i ETPC sugerując, że pozwalają one podważać status sędziów powołanych z udziałem KRS od 2018 r., co jest oczywistą nieprawdą. Już 13 grudnia 2023 r., w pierwszym dniu urzędowania, minister wystosował do tzw. koordynatorów ds. współpracy międzynarodowej pismo, sugerując wprost, że obecna KRS działa nielegalnie. Jest to de facto wewnętrzna instrukcja politycznego bojkotowania orzeczeń wydanych przez sędziów nominowanych po 2018 r. – Ministerstwo zapowiedziało nawet specjalne „seminaria i szkolenia” dla sędziów propagujące tę linię.

Równocześnie w debacie publicznej pojawiały się emocjonalne wypowiedzi niektórych sędziów zrzeszonych w stowarzyszeniach Iustitia i Themis, sugerujące możliwość „obywatelskiego nieposłuszeństwa” wobec decyzji Prezydenta RP w sprawach nominacji sędziowskich. Wypowiedzi te – krytykowane nawet przez część środowiska sędziowskiego – zostały odebrane jako przekroczenie granicy między niezależnością sądów a zaangażowaniem politycznym.

Skutki takiej polityki już są odczuwalne dla wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa obywateli. Sądy – pod presją nowych wytycznych – zaczęły uchylać prawomocne wyroki w najpoważniejszych sprawach karnych, jeśli w składzie orzekającym zasiadał sędzia powołany po 2018 roku. W styczniu 2025 r. Sąd Apelacyjny w Szczecinie uchylił wyrok dożywotniego więzienia dla Mariusza G., skazanego za brutalne zamordowanie trzech kobiet, tylko dlatego, że sędzia orzekająca w pierwszej instancji została powołana w 2021 r. przez nową KRS. Pięcioosobowy skład SA uznał, że sędzia ta „nie spełnia standardów niezawisłości i bezstronności”, powołując się na wyroki Sądu Najwyższego stwierdzające, iż tzw. neosędziowie nie mają prawa orzekać. W konsekwencji morderca będzie sądzony ponownie, a cierpienie rodzin ofiar się przedłuża. Podobnie Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok w sprawie innego potrójnego zabójstwa – Serhija T., skazanego za zamordowanie żony i dwóch córek – znów z powodu udziału „neosędziego” w składzie orzekającym. Te przypadki pokazują, że w imię politycznej „weryfikacji” sędziów naraża się społeczeństwo na poczucie zagrożenia, podważając elementarną pewność prawa.

Nowa władza posunęła się także do otwartego poniżania sędziów powołanych po 2018 r. Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek publicznie nazywa ich „neosędziami” i uzurpatorami, odmawiając im statusu sędziego. W głośnym wywiadzie porównał sytuację polskich sędziów nominowanych zgodnie z ustawą do sędziów hitlerowskich, powołując się na tzw. formułę Radbrucha. Gdy dziennikarze zwrócili uwagę na niestosowność analogii do prawa III Rzeszy, minister odparł: „To, że wtedy mordowano, a dziś nie, niczego nie zmienia”. Tego typu wypowiedzi są skrajnie obraźliwe i nieodpowiedzialne – zrównują polskich sędziów nominowanych przez Prezydenta RP z zbrodniarzami wydającymi wyroki śmierci w państwie totalitarnym. Jak podkreślono w niezależnej analizie, Żurek tym stwierdzeniem wykazał „głębokim brak szacunku dla milionów ofiar niemieckiego reżimu totalitarnego”, a jego porównanie jednocześnie „stygmatyzuje legalnie powołanych polskich sędziów” i zrównuje demokratyczne państwo polskie z machiną zbrodni nazistowskich. To retoryka wykluczenia i upokorzenia całej grupy sędziów według kryterium daty nominacji. Dodajmy, że sędziowie ci byli legalnie powołani przez Prezydenta RP, a ich nominacje miały umocowanie w obowiązującym prawie i wyrokach TK. Mimo to obecna władza wykonawcza otwarcie zachęca do odmowy posłuszeństwa orzeczeniom wydanym przez tych sędziów i traktuje ich jak osoby „niezdolne do orzekania”. Obywatele zostali tym samym pozbawieni prawa do sądu – w warunkach tak upolitycznionego i zdekompletowanego wymiaru sprawiedliwości każda sprawa może stać się zakładnikiem kwestionowania sędziego lub składu orzekającego, zależnie od politycznej wygody. Politycy w togach wykorzystują salę sądową do politycznych rozrachunków uzurpując sobie prawa, których nie daje im ani Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej ani międzynarodowe Traktaty.

Nie sposób też pominąć bezprecedensowego naruszenia autonomii Sądu Najwyższego. W październiku 2025 r. minister Żurek wtargnął – w asyście uzbrojonych funkcjonariuszy – do siedziby SN na zaproszenie Rady Ławniczej Sądu Najwyższego. Bez wiedzy i zgody I Prezes SN, w gmachu SN zorganizował konferencję prasową, podczas której podważał status sędziów SN powołanych w 2018 r., a przewodniczący Rady Ławniczej obrażał pierwszą prezes, kwestionując legalność jej urzędu. Takie działania – minister obok ławników przeciwko władzom SN – naruszają konstytucyjną zasadę odrębności władzy sądowniczej. Jak podkreślają eksperci, brak jakiejkolwiek podstawy prawnej do takich bezpośrednich kontaktów ministra z ławnikami SN, a wspólne polityczne wystąpienie ministra i grupy ławników „stanowiło jaskrawe naruszenie autonomii i niezależności najwyższego organu sądowego”. Wydarzenie to wpisuje się w szerszą, skoordynowaną kampanię demontażu systemu sprawiedliwości – warto odnotować, że obecni ławnicy SN zostali w większości (26 z 30) wskazani przez skrajnie upolitycznione organizacje powiązane z obecną władzą (m.in. KOD) i czynnie angażują się politycznie. Wykorzystanie ich do konfliktu z I Prezes SN obrazuje próbę podporządkowania sądu przez władzę wykonawczą.

Podsumowując, władze od grudnia 2023 r. systematycznie podważają podstawy niezależności sądownictwa. Atakują legalność KRS, podważają status tysięcy sędziów, unieważniają niepożądane wyroki, ręcznie ustawiają składy orzekające i upokarzają sędziów uznanych za „nie swoich”. Działania te stoją w jawnej sprzeczności z art. 10 Konstytucji (trójpodział władz) oraz art. 173 (niezależność sądów) i 178 (sędziowie związani są tylko konstytucją i ustawami oraz zakaz prowadzenia działalności politycznej sędziów). Można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że łamana jest zasada państwa prawnego, w którym każdy obywatel ma prawo do niezależnego, bezstronnego sądu. Obecnie tego prawa nie sposób zagwarantować – sądy również europejskie, zostały wciągnięte w wojnę polityczną, co godzi w państwo prawa o którym mowa w art.2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz art.2 Traktatu Unii Europejskiej.

Zagrożona demokracja

Kampania prezydencka i spór o standardy wyborcze.
W trakcie kampanii prezydenckiej w 2025 r. pojawiły się poważne wątpliwości dotyczące równości stron i przejrzystości finansowania. Państwowa Komisja Wyborcza, przy poparciu Ministerstwa Finansów, czasowo zablokowała wypłatę środków budżetowych należnych jednej z głównych partii opozycyjnych, mimo że Sąd Najwyższy wydał postanowienie nakazujące przekazanie tych środków do czasu zakończenia sporu o sprawozdanie finansowe. Decyzja o wstrzymaniu finansowania została uznana przez część konstytucjonalistów za działanie mogące zaburzyć równowagę w kampanii wyborczej i naruszenie zasady pluralizmu politycznego.
Jednocześnie media i organizacje monitorujące wybory zwracały uwagę na brak pełnej transparentności finansowania kampanii kandydata wspieranego przez rząd – część wydatków pochodziła z zagranicznych funduszy organizacji pozarządowych, których źródła finansowania nie zostały jednoznacznie ujawnione. 24.11.2025 w prokuraturze regionalnej w Warszawie odbyły się nietypowe konsultacje. Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Waldemar Żurek spotkał się z grupą działaczy znanych z ostrej walki z poprzednim rządem. Miedzy innymi znalazły się osoby związane z nielegalnym finansowaniem kampanii wyborczej, jednak spotkanie nie dotyczyło postawienia zarzutów a miało dotyczyć „naprawy praworządności”.

Kontrowersje wokół stylu komunikacji premiera.
W trakcie kampanii prezydenckiej premier Donald Tusk w jednym z wywiadów telewizyjnych odniósł się do wypowiedzi internetowego celebryty Jacka Murańskiego, znanego z medialnych i kontrowersyjnych wystąpień w kulturze freak-fight. Premier użył jego słów jako przykładu „szczerej diagnozy społecznych emocji”, co w opinii wielu komentatorów stanowiło zaskakujące zestawienie – szef rządu posłużył się cytatem osoby niemającej autorytetu eksperckiego ani funkcji publicznej. Część środowisk uznała to za przejaw populistycznego stylu komunikacji i symboliczny kontrast wobec powagi instytucji państwa, takich jak służby specjalne, które premier formalnie nadzoruje.

Kontrowersje wokół zaprzysiężenia Prezydenta i roli Marszałka Sejmu.
W okresie kampanii i bezpośrednio po wyborach prezydenckich w 2025 r. w przestrzeni publicznej pojawiły się apelujące o nieodbieranie ślubowania od nowo wybranego Prezydenta RP głosy części upolitycznionych środowisk sędziowskich oraz komentatorów prawnych związanych ze stowarzyszeniami Iustitia i Themis. Wypowiedzi te – formułowane głównie w mediach, mediach społecznościowych i na forach środowiskowych – argumentowały, że w sytuacji sporu konstytucyjnego Marszałek Sejmu powinien „zachować wstrzemięźliwość” wobec procedury zaprzysiężenia. Komentatorzy wskazywali, że takie wezwania, mogą być odczytywane jako przekroczenie granicy między debatą konstytucyjną a ingerencją w proces wyborczy.
Sam Marszałek Sejmu w wywiadach z drugiej połowy 2025 r. przyznał, że odczuwał presję i oczekiwania różnych grup politycznych i środowisk prawniczych, w tym sędziowskich, by podejmował działania o charakterze „nadzwyczajnym” określając je wprost „zamachem stanu”. Ostatecznie nie doszło do zakwestionowania procedury zaprzysiężenia, jednak dyskusja ta pokazała, jak daleko w Polsce zaszło upolitycznienie władzy sądowniczej.

Postępowanie prokuratury po zawiadomieniu Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
W marcu 2025 r. Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski złożył do Prokuratury Krajowej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na naruszeniu konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej. Wskazywał w nim na działania organów państwa mogące – w ocenie Trybunału – prowadzić do podważania orzeczeń TK, niepublikowania wyroków oraz ingerencji w niezależność tego organu.
Postępowanie sprawdzające prowadził prokurator Tomasz Ostrowski, jednak po kilku miesiącach został odsunięty od sprawy i zawieszony w czynnościach służbowych. Sprawa została następnie przekazana innemu zespołowi prokuratorów.

Po wyborach prezydenckich Marszałek Sejmu publicznie ujawnił, że w trakcie trwającego sporu konstytucyjnego otrzymywał liczne apele i sugestie, aby nie odbierał ślubowania od nowo wybranego Prezydenta RP. W wywiadach i wystąpieniach medialnych określił te naciski jako „próbę zamachu stanu”, wskazując, że uznaje je za przekroczenie dopuszczalnych granic debaty konstytucyjnej.
W związku z tym prokuratura połączyła oba wątki – zawiadomienie Prezesa TK i wypowiedzi Marszałka Sejmu – w jedno postępowanie sprawdzające, uznając, że mogą dotyczyć tych samych zdarzeń i środowisk. Marszałek został wezwany do złożenia zeznań: w pierwszym terminie stawił się w prokuraturze, natomiast nie pojawił się na drugim przesłuchaniu, które miało się odbyć w obecności Prezesa TK. Prokuratura potwierdziła, że postępowanie pozostaje w toku.

Wątpliwości dotyczące bezstronności postępowania.
Część środowisk prawniczych i opinii publicznej wyraża obawę, że prowadzone postępowanie może nie przebiegać bezstronnie, ponieważ obecny Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości był wcześniej aktywnym członkiem stowarzyszeń sędziowskich Iustitia i Themis, które w przeszłości brały udział w sporach polityczno-prawnych dotyczących reform wymiaru sprawiedliwości.
Zdaniem krytyków rodzi to poważne ryzyko konfliktu interesów – zwłaszcza, że przedmiotem śledztwa są okoliczności dotyczące relacji między władzą sądowniczą a organami wykonawczymi i ustawodawczymi.
Sam fakt pojawienia się takich wątpliwości świadczy o niskim poziomie zaufania społecznego do instytucji prokuratury, co dodatkowo pogłębia kryzys zaufania do całego systemu wymiaru sprawiedliwości.

Szykanowanie i represje wobec opozycji politycznej

Od końca 2023 r. obserwujemy nasilające się represje wobec osób związanych z poprzednią władzą oraz krytyków nowego obozu rządzącego. Organy ścigania i prokuratura (podporządkowane obecnie ministrowi Waldemarowi Żurkowi a wcześniej Adamowi Bodnarowi) podejmują działania o charakterze pokazowym, często balansujące na granicy prawa lub ją przekraczające.

Symbolicznym początkiem tych działań były zatrzymania w tzw. aferze Funduszu Sprawiedliwości. W marcu 2024 r., tuż przed Świętami Wielkanocnymi, zatrzymano księdza Michała Olszewskiego – duchownego zaangażowanego w projekty fundacji korzystającej z funduszu sprawiedliwości na budowę ośrodka dla ofiar przemocy w ramach przeciwdziałania przestępczości. Jednocześnie zatrzymano dwie urzędniczki, byłe pracownice Ministerstwa Sprawiedliwości, odpowiedzialne za dysponowanie Funduszem Sprawiedliwości. Pomimo współpracy zatrzymanych, prokuratura wystąpiła o tymczasowe aresztowanie. 28 marca 2024 r. sąd zastosował trzymiesięczny areszt tymczasowy wobec trojga podejrzanych – księdza Olszewskiego oraz pań Urszuli D. i Karoliny K., byłych urzędniczek resortu. Zastosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego wobec osób niekaranych, oskarżonych o nieprawidłowości formalne (żadna z nich nie przywłaszczyła pieniędzy ani nie odniosła osobistej korzyści), budzi poważne wątpliwości co do motywacji – pojawiły się oskarżenia o użycie „aresztu wydobywczego” celem wymuszenia obciążeń przeciw poprzednikom. Co więcej, sposób traktowania zatrzymanych urzędniczek był szokujący: prowadzono je korytarzami aresztu w kajdankach zespolonych na rękach i nogach, niczym najgroźniejszych przestępców. Takie praktyki – wcześniej słusznie krytykowane przez rzecznika praw obywatelskich – teraz stały się „nową normalnością”. Publicysta Wiktor Świetlik zauważył ironicznie, że do klasyki przejdzie obrazek „prowadzenia aresztowanych urzędniczek po korytarzach w kajdankach na nogach”, choć dawniej obecny minister Bodnar sam przeciw temu protestował. Przywołany przypadek pokazuje drastyczną zmianę standardów: władze stosują pokazową surowość wobec byłych urzędników, by zastraszyć całe środowisko.

Ksiądz Olszewski również został potraktowany z niezwykłą surowością. Mimo że zarzuty wobec niego dotyczą kwestii dotacyjnych (fundacja, z którą był związany, miała rzekomo otrzymać środki nie spełniając formalnych kryteriów pomimo tego, że wcześniej spełniała), areszt wydłużano mu kilkakrotnie. W czerwcu 2024 r. sąd przedłużył jego tymczasowe aresztowanie o kolejne trzy miesiące. Co istotne, decyzję tę podjęła sędzia Anna Kuzaj – członkini stowarzyszenia sędziów “Iustitia”, znanego z ostrej walki politycznej z poprzednim rządem. Media ujawniły, że sędzia Kuzaj jest żoną osoby oskarżonej w innej sprawie, co rodziło pytania o potencjalny brak bezstronności. Obrońcy księdza alarmowali, że sąd bezkrytycznie przyjmuje narrację prokuratury, a śledczy utrudniają kontakt obrony z klientem i dostęp do akt opinii pełnomocnika ks. Olszewskiego „prokuratura ma carte blanche u sędziego”. Niezależnie od oceny zarzutów, trudno oprzeć się wrażeniu, że w sprawie tej czynniki polityczne przesłoniły standardy rzetelnego postępowania – duchowny został przedstawiony społeczeństwu jako przykład „nadużyć poprzedniej władzy”, zanim udowodniono mu winę.

Kolejnym celem stały się osoby z kierownictwa służb i resortów siłowych poprzedniego rządu. Już w styczniu 2024 r. doszło do bezprecedensowej sytuacji: prokuratura ogłosiła zamiar postawienia zarzutów byłym szefom służb specjalnych, Mariuszowi Kamińskiemu i Maciejowi Wąsikowi. Obaj zostali w 2015 r. ułaskawieni przez Prezydenta Dudę (po wyroku I instancji za działania operacyjne w CBA). Obecny Prokurator Generalny Adam Bodnar przekraczając swoje kompetencje uznał jednak to ułaskawienie za niekonstytucyjne i polecił wszcząć śledztwo przeciw Kamińskiemu i Wąsikowi za pełnienie funkcji publicznych rzekomo wbrew prawnemu zakazowi. W kwietniu 2024 r. formalnie przedstawiono im zarzuty z art. 244 k.k. (niezastosowanie się do orzeczenia sądu). Jako że obaj w międzyczasie objęli mandaty parlamentarzystów europejskich, Bodnar wystąpił nawet do Parlamentu Europejskiego o uchylenie ich immunitetów. Tak agresywne ściganie byłych szefów służb za sprawę już raz zamkniętą aktem łaski jest ewenementem – świadczy o żądzy odwetu politycznego. W lipcu 2024 r. skierowano do sądu akt oskarżenia przeciw Kamińskiemu i Wąsikowi. Przypadek Kamiński & Wąsik to próba unieważnienia prezydenckiego prawa łaski i przykład instrumentalnego użycia prokuratury przeciw oponentom politycznym.

Ignorowanie prerogatywy łaski i eskalacja działań karnych. Mimo że Trybunał Konstytucyjny przesądził, iż prawo łaski z art. 139 Konstytucji jest wyłączną prerogatywą Prezydenta RP i nie podlega sądowej kontroli (komunikat TK, 17 lipca 2018 r.), Sąd Najwyższy 6 czerwca 2023 r. uchylił umorzenie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, de facto otwierając drogę do dalszego orzekania wbrew stanowisku TK. W konsekwencji 20 grudnia 2023 r. Sąd Okręgowy w Warszawie (X Wydz. Karny-Odwoławczy) pod przewodnictwem SSO Anny Bator-Ciesielskiej związanej ze stowarzyszeniem Iustitia, utrzymał wyroki skazujące wobec Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Po ponownym ułaskawieniu przez Prezydenta 23 stycznia 2024 r. obu polityków zatrzymano w Pałacu Prezydenckim i osadzono w areszcie, ostentacyjnie lekceważąc akt łaski. Następnie prokuratura postawiła im zarzuty udziału w głosowaniach Sejmu w dniach 21 i 28 grudnia 2023 r. rzekomo jako osobom „nieuprawnionym”, co pokazuje gotowość władz do penalizacji aktywności parlamentarnej w warunkach sporu kompetencyjnego i przy istniejącym akcie łaski.

Jeszcze dalej posunięto się wobec byłego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Wobec lidera opozycyjnej partii Suwerenna Polska (dawniej Solidarna Polska) przygotowano aż 26 zarzutów karnych – od przekroczenia uprawnień po rzekome nieprawidłowości w funduszach. Prokuratura złożyła wniosek do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobry oraz – co wstrząsnęło opinią publiczną – zamiarem było zastosowanie tymczasowego aresztowania. Tymczasem pod koniec 2024 r. u Z. Ziobry zdiagnozowano złośliwy nowotwór i polityk ten podjął intensywne leczenie onkologiczne (przeszedł m.in. trzy poważne operacje w Belgii). Mimo to, biegły lekarz działający na zlecenie obecnej władzy orzekł, że stan zdrowia Ziobry „nie stanowi przeciwwskazania” do osadzenia go w areszcie. Europoseł Jacek Ozdoba ujawnił tę opinię publicznie, wywołując oburzenie – określił ją jako nieludzką próbę uwięzienia ciężko chorego człowieka. Większość sejmowa uchyliła immunitet ignorując wątpliwości natury humanitarnej. Sam fakt, że władza jest gotowa wysłać do aresztu b. ministra w trakcie wyniszczającej terapii onkologicznej, stawia pod znakiem zapytania jej poszanowanie dla elementarnych standardów praw człowieka. Czy państwo prawa ma się opierać na zasadzie odwetu „po trupach”? – pytają z niepokojem obserwatorzy życia publicznego. Jak dotąd obóz rządzący nie dał jasnej odpowiedzi poza cynicznymi uśmieszkami (podczas obrad komisji posłanka partii rządzącej pozwoliła sobie na uśmiech, gdy mówiono o chorobie Ziobry).

22 grudnia 2025 zaplanowano termin posiedzenia aresztowego ministra Zbigniewa Ziobro. Więźniarka „z ostrożności procesowej” zamówiła miesiąc wcześniej sędzia z Iustitii Agnieszka Prokopowicz. Sędziowie z upolitycznionych stowarzyszeń sędziowskich takich jak Iustitia i Themis, powinni być w urzędu wyłączeni z wszystkich spraw związanych z politykami bo składy sądów z ich udziałem rodzą uzasadnioną wątpliwość co do bezstronnego rozpatrzenia sprawy.

Obecna władza uderzyła także w sam Trybunał Konstytucyjny. Ponieważ TK w dotychczasowym składzie orzekał nie po myśli koalicji (a w jego skład wchodzą byli posłowie, co nie jest niczym nowym), rząd de facto zamroził działalność Trybunału. Od grudnia 2024 r. rząd przestał publikować wyroki TK w Dzienniku Ustaw, wbrew obowiązkowi konstytucyjnemu. Ponadto, 30 września 2025 r. Prokurator Generalny Żurek, złożył do Trybunału wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa TK, sędziego Bogdana Święczkowskiego. Był to frontalny atak na niezależność TK – naruszający art. 195 Konstytucji, gwarantujący sędziom TK immunitet formalny. TK nazwał te działania „dwutorowym atakiem na Trybunał, nieznanym w świecie demokratycznym”, polegającym z jednej strony na odmowie publikacji wyroków i pozbawienie gwarantowanych w Konstytucji środków finansowych konstytucyjny organ, z drugiej – na próbie ścigania prezesa TK. Można zaryzykować stwierdzenie, że rząd de facto unieważnił konstytucyjną pozycję Trybunału, traktując go jako ciało nieistniejące (minister Żurek wprost mówił „dziś takiego organu [jak TK] nie ma”). W ten sposób łamana jest zasada nadrzędności Konstytucji i kontroli konstytucyjnej prawa – podstawy demokratycznego państwa prawnego.

Działania obecnych władz noszą znamiona systemowej represji politycznej. Zamiast rozliczać faktyczne naruszenia prawa, sprawiają wrażenie polowania na czarownice – selektywnie wymierzone w przeciwników nowego obozu. Aresztowania i zarzuty stały się bronią polityczną: mają wywołać efekt mrożący i zniechęcić kogokolwiek do sprzeciwu. Odbywa się to kosztem standardów praworządności i podstawowych praw człowieka a Komisja Europejska i międzynarodowe trybunały pozostają głuche .

„Demokracja walcząca” – nowa doktryna rządu.
We wrześniu 2024 r. premier Donald Tusk spotkał się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z przedstawicielami upolitycznionych środowisk sędziowskich, w tym m.in. Katarzyną Greką i Krzysztofem Markiewiczem ze stowarzyszenia Iustitia oraz Dorotą Zawistowską-Borucką z Themis. Oba te stowarzyszenia od lat uczestniczą w sporach dotyczących reform wymiaru sprawiedliwości i utrzymują kontakty z instytucjami unijnymi, w tym Komisją Europejską oraz Radą Europy, gdzie zabiegały o powiązanie środków unijnych z tzw. kryteriami praworządności.
Po spotkaniu premier Tusk użył określenia „demokracja walcząca” (militant democracy), podkreślając, że – jak ujął – „demokracja musi się bronić, także przed tymi, którzy próbują ją osłabić”. Dodał, że rząd „ma świadomość konieczności podejmowania bezprawnych działań i będzie je kontynuował”.
Wypowiedź ta wywołała szeroką dyskusję w środowisku prawniczym. Część komentatorów zwróciła uwagę, że hasło „demokracji walczącej” zostało użyte w kontekście intensywnych działań rządu wobec instytucji wymiaru sprawiedliwości, co mogło sugerować próbę ideowego usprawiedliwienia zwiększonej ingerencji w sądy. Inni przypominali, że pojęcie to ma akademickie korzenie w powojennej doktrynie niemieckiej, lecz w polskich realiach – przy istniejącym napięciu między władzą wykonawczą a sądowniczą – jego stosowanie budzi kontrowersje.

Krajowa Rada Sądownictwa – konstytucyjne ramy a spór polityczny

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) jest organem konstytucyjnym powołanym do stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Wokół sposobu wyboru piętnastu sędziów-członków KRS narósł jednak ostry spór, który – jak warto podkreślić – ma podłoże wyłącznie polityczne, a nie prawne. Konstytucja RP nigdy nie przyznawała sędziom uprawnienia do samodzielnego wyboru swoich reprezentantów w KRS – jedyny wymóg konstytucyjny to, aby 15 członków Rady pochodziło “spośród sędziów” (art. 187 ust. 1 pkt 2). Natomiast kto dokonuje wyboru tych sędziów, pozostawiono do uregulowania w ustawie (co expressis verbis stwierdza art. 187 ust. 4 Konstytucji) krs.pl. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 25 marca 2019 r. (sygn. K 12/18) potwierdził jednoznacznie, że obecny model – w którym sędziowskich członków KRS wybiera Parlament (Sejm) – jest zgodny z Konstytucją obserwator-praworzadnosci.pl krs.pl. Jak zauważył TK, przepis konstytucyjny dotyczący Rady jest celowo lakoniczny i ustanawia jedynie “minimalny standard” – gwarancję przewagi liczebnej sędziów w składzie KRS – pozostawiając ustawodawcy określenie szczegółowej procedury wyboru trybunal.gov.pl. Innymi słowy, Konstytucja wymaga tylko, by sędziowie stanowili większość składu KRS, ale nie narzuca, kto ma dokonywać ich wyboru. Historycznie faktycznie dokonali tego sami sędziowie na mocy ustawy (np. poprzez wybory w środowisku sędziowskim), lecz było to rozwiązanie ustawowe, a nie wymóg konstytucyjny.

W 2018 r. Parlament zmienił ustawę, przekazując prawo wyboru 15 sędziów-członków KRS Sejmowi (wcześniej należało ono do zgromadzeń sędziowskich). Decyzja ta wywołała sprzeciw części środowisk sędziowskich oraz ówczesnej opozycji politycznej, mimo że – jak wskazano wyżej – żaden przepis Konstytucji nie został naruszony krs.pl. Spór przybrał charakter czysto polityczny: opozycja i kierownictwa sędziowskich stowarzyszeń zawodowych (np. Iustitia, Themis) uznały nowe przepisy za zamach na niezależność sądownictwa i wezwały do bojkotu procesu wyboru nowych członków Rady. W efekcie kluby opozycyjne odmówiły udziału w wyborze – podczas głosowania nad składem KRS w Sejmie w marcu 2018 r. posłowie opozycji nie poparli żadnego kandydata i w ogóle nie wzięli udziału w wyborzei.pl. Sejm, dysponując niezbędną większością głosów, wybrał zatem 15 sędziów do KRS głosami rządzącej koalicji (PiS oraz Kukiz’15) i.pl. Nowy skład KRS został legalnie powołany większością parlamentarną, co jednak stało się zarzewiem politycznej wojny: przeciwnicy reformy określali nową Radę mianem “neo-KRS” i odmawiali jej legitymacji, mimo że Trybunał Konstytucyjny orzekł wprost o zgodności tej procedury z ustawą zasadniczą obserwator-praworzadnosci.pl.

Działania części sędziów sprzeciwiających się nowej KRS wyraźnie wykroczyły poza ramy apolityczności wymaganej od władzy sądowniczej. Stowarzyszenia sędziowskie o zabarwieniu aktywistycznym podjęły kroki represyjne wobec sędziów, którzy zgodzili się kandydować do KRS lub udzielili takiego poparcia kolegom. Przykładowo, już w 2018 r. z SSP “Iustitia” usunięto sędziego Marka Jaskulskiego za sam start w wyborach do KRS, a w kolejnych latach doszło do masowych wykluczeń członków tej organizacji za poparcie kandydatów do nowej Rady rp.ploko.press. Poznański oddział Iustitii jednogłośnie wykluczył ze swoich szeregów czterech sędziów tylko dlatego, że podpisali listy poparcia dla kandydatów do KRS rp.pl. Podobnie krakowski oddział usunął sześciu sędziów za udzielenie podpisów – w ocenie władz stowarzyszenia samo poparcie kandydatur do “neo-KRS” uznano za czyn godzący w niezależność sądów oko.press. Co więcej, wobec sędziów którzy weszli w skład nowej KRS podejmowano próby ich zdyskredytowania i ukarania – na wniosek stowarzyszenia Iustitia wszczęto postępowania dyscyplinarne, a nawet zainicjowano zawiadomienia o przestępstwie przeciwko członkom KRS, zarzucając im “przekroczenie uprawnień” za sam udział w pracach Rady oko.pressoko.press. Tego rodzaju szykany – publiczne atakowanie, poniżanie i prześladowanie sędziów za to, że współpracowali z legalnie wybranym organem państwa – miały wyraźnie polityczny charakter. Należy podkreślić, że Konstytucja zabrania sędziom angażowania się w działalność polityczną: zgodnie z art. 178 ust. 3 sędzia “nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Tymczasem opisane powyżej działania – bojkot ustawowej procedury, ostracyzm i represje wobec kandydatów do KRS, kwestionowanie wyroków TK – świadczą o zaangażowaniu części sędziów w spór polityczny. Ironią pozostaje fakt, że zarzucając reformie upolitycznienie KRS, sami dopuszczali się zachowań motywowanych politycznie, sprzecznych z konstytucyjną zasadą apolityczności sędziów.

Swoją polityczną działalność, sędziowie zrzeszeni z wymienionymi wyżej stowarzyszeniami przenieśli na arenę międzynarodową. Trybunały europejskie na podstawie fałszywych przesłanek zaangażowały się w spór polityczny co doprowadziło do zdemontowania systemu dyscyplinarnego.

Podsumowując, konflikt wokół Krajowej Rady Sądownictwa nie wynika z luk czy sprzeczności w Konstytucji – przepisy Konstytucji zostały dochowane, a zmiana organu wybierającego sędziów-członków KRS (na Sejm) nastąpiła zgodnie z prawem i została potwierdzona orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Istota sporu ma charakter polityczny: wynika z oporu części środowiska sędziowskiego oraz ówczesnej opozycji wobec decyzji parlamentu. Zarówno bojkot procesu wyboru nowych członków Rady przez opozycję, jak i późniejsze działania niektórych stowarzyszeń sędziowskich przeciwko “nowej” KRS, motywowane były względami politycznej niechęci do reform obozu rządzącego, a nie konkretnymi normami prawnymi. W konsekwencji należy stwierdzić, że KRS padła ofiarą politycznej walki, mimo że od strony prawnej jej umocowanie w obecnym kształcie jest niewątpliwie zgodne z Konstytucją RP obserwator-praworzadnosci.pl krs.pl.

Źródła: Konstytucja RP, art. 178 ust. 3; art. 187 ust. 1 pkt 2 i ust. 4. Trybunał Konstytucyjny, wyrok K 12/18 z 25.03.2019 (dot. ustawy o KRS) trybunal.gov.pl obserwator-praworzadnosci.pl. Relacje prasowe: wybór sędziów do KRS przez Sejm (2018) i.pl; uchwały stowarzyszeń sędziowskich ws. wykluczenia członków za udział w KRS rp.ploko.press; informacje o działaniach dyscyplinarnych wobec członków KRS oko.pressoko.press.

Bezprawne ukrywanie jawności sędziowskich powiązań przez prezesów sądów apelacyjnych

W ostatnim czasie w Polsce dochodzi do naruszania podstawowych zasad państwa prawnego przez część środowiska sędziowskiego. Niektórzy sędziowie powiązani ze stowarzyszeniami „Iustitia” i „Themis” podejmują bezprawne działania, polegające na świadomym pomijaniu obowiązujących ustaw – co stanowi złamanie konstytucyjnej zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji) oraz przepisu, iż sędziowie podlegają wyłącznie Konstytucji i ustawom (art. 178 ust. 1). W efekcie strona postępowania sądowego nie ma pewności, czy sędzia orzeka na podstawie obowiązującego prawa, czy też kieruje się prywatnymi poglądami i arbitralnie ignoruje wybrane ustawy – co rodzi realne wątpliwości co do bezstronności takich sędziów.

W odpowiedzi na te nieprawidłowości ustawodawca wprowadził art. 88a ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Przepis ten zobowiązuje sędziego do złożenia pisemnego oświadczenia o przynależności do zrzeszeń (stowarzyszeń, fundacji, związków zawodowych) oraz ewentualnego członkostwa w partii politycznej. Celem tej regulacji jest ochrona prawa obywatela do niezależnego i bezstronnego sądu oraz zapewnienie jawności życia publicznego, tak aby obywatele mieli pełną informację o potencjalnych uwikłaniach publiczno-politycznych osób sprawujących władzę sądowniczą rp.pl. Informacja o ewentualnej przynależności sędziów do organizacji społecznych czy politycznych wynika z art.178.3 Konstytucji i ma istotne znaczenie dla zaufania do wymiaru sprawiedliwości – pozwala upewnić się, że sąd jest apolityczny, a skład orzekający wolny od konfliktu interesów, co wzmacnia społeczne poczucie bezstronności sądu.

Niestety, w ostatnich czasie doszło do wydarzeń podważających te gwarancje praworządności. Minister Sprawiedliwości – z pominięciem procedur przewidzianych prawem – odwołał legalnie powołanych prezesów sądów apelacyjnych i mianował w ich miejsce sędziów darzonych zaufaniem politycznym. Działania te zostały przeprowadzone arbitralnie, bez wymaganych konsultacji (m.in. z Krajową Radą Sądownictwa), wbrew opiniom samorządu sędziowskiego i wbrew obowiązującemu orzecznictwu Trybunału Konstytucyjnego. Takie postępowanie Ministra stanowi rażące naruszenie zasad demokratycznego państwa prawnego, godząc w konstytucyjnie chronioną niezależność sądów i niezawisłość sędziów.

Przykładowo, z Biuletynu Informacji Publicznej Sądu Apelacyjnego w Poznaniu usunięto wszystkie oświadczenia sędziów złożone na podstawie art. 88a – zastępując je informacją o zarządzeniu Prezesa SA Poznań z 7 sierpnia 2024 r., wydanym w oparciu o wyrok TSUE z 5 czerwca 2023 r. (C-204/21). Prezesom apelacji powołanym w powyższy sposób powierzono publikację tych oświadczeń, jednak część z nich odmówiła wykonania obowiązującego prawa. Na stronach BIP sądów apelacyjnych – m.in. w Warszawie waw.sa.gov.pl, Katowicach katowice.sa.gov.pl, Gdańsku, Lublinie, Wrocławiu, Poznaniu, Rzeszowie i Szczecinie – pojawiły się zarządzenia nakazujące usunięcie z publikacji oświadczeń z art. 88a. Jako uzasadnienie powołano się na wspomniany wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 5 czerwca 2023 r., który dotyczył przepisu art. 88a u.s.p.rp.pl. Należy jednak podkreślić, że obowiązek składania i publikowania tych oświadczeń nadal wynika z polskiego prawa – przepis art. 88a wciąż obowiązuje (nie został uchylony ani uznany za niekonstytucyjny), a jawność oświadczeń sędziów w Biuletynie Informacji Publicznej nadal jest wymagana przez ustawę rp.pl. Wyrok TSUE nie uchylił formalnie tego przepisu (stwierdził jedynie jego niezgodność z unijnymi standardami ochrony danych osobowych), a zgodność art. 88a z Konstytucją RP nie została dotąd zbadana przez Trybunał Konstytucyjny. W tym miejscu warto podkreślić, że ochrona prywatności i danych osobowych nie ma charakteru absolutnego i może być ograniczona, gdy istnieje wyraźna podstawa prawna. W omawianym tutaj przykładzie podstawa prawna wynika wprost z art.178 ust 3 Konstytucji. Jeśli sędziowie mieli wątpliwości co do zgodności tej normy z Konstytucją, powinni byli – zgodnie z art. 193 Konstytucji – zwrócić się z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie sprawy. Zamiast tego wybrano drogę pozaprawną, samowolnie wyłączając stosowanie obowiązującej ustawy.

Podkreślamy, że takie pozaprawne działania sędziów i organów wymiaru sprawiedliwości są niedopuszczalne i grożą anarchią prawną. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wskazywał (np. w wyroku o sygn. K 4/99), że sędziowie nie mogą samodzielnie pomijać w orzekaniu ustaw obowiązujących w systemie prawnym. Ignorowanie przez sędziego aktu prawnego wiążącego wszystkich obywateli – bez podstawy w orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego – stanowi naruszenie trójpodziału władzy i podważa autorytet wymiaru sprawiedliwości. W demokratycznym państwie prawnym żaden funkcjonariusz publiczny nie stoi ponad ustawą. Dlatego informacje o powiązaniach sędziów z różnego rodzaju organizacjami pozarządowymi czy ugrupowaniami politycznymi muszą pozostawać jawne i dostępne opinii publicznej, aby każdy obywatel miał zagwarantowane konstytucyjne prawo do sądu bezstronnego, niezależnego i apolitycznego. Przestrzeganie tych standardów – zgodnie z prawem krajowym i europejskim – jest niezbędne do utrzymania zaufania społecznego do wymiaru sprawiedliwości i prawidłowego funkcjonowania rządów prawa.

Rola organów UE – interwencje i podwójne standardy

Warto zauważyć, że obecna sytuacja to po części skutek wcześniejszej ingerencji organów Unii Europejskiej w polski system prawny. W poprzednich latach Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE naciskały na Polskę, by zlikwidować Izbę Dyscyplinarną SN i powstrzymać postępowania dyscyplinarne wobec sędziów naruszających prawo. Efektem ubocznym tego był paraliż odpowiedzialności dyscyplinarnej w sądach – do dziś nie udało się usunąć z zawodu sędziów, którzy jawnie kwestionują obowiązujące prawo i prawa obywateli. Przykładem jest sędzia Igor Tuleya i kilku innych, którzy pomimo poważnych zarzutów (ujawnianie tajemnicy postępowania, odmowa orzekania) zostali przywróceni do pracy wyłącznie dzięki zabezpieczeniom TSUE. Unijna presja na „wolne sądy” w praktyce ochroniła niektórych sędziów przed konsekwencjami rażących przewinień, co obecna władza określa jako przyczynę „rozpadu państwa prawa”. O ile intencją UE była obrona niezależności sędziów, to realnie jej ingerencja doprowadziła do zablokowania mechanizmów oczyszczania środowiska sędziowskiego z jednostek łamiących prawo. Dziś rządzący cynicznie wykorzystują to jako usprawiedliwienie: twierdzą, że muszą sięgać po nadzwyczajne środki (jak testy niezawisłości), bo „nie można wyrzucić złych sędziów normalną drogą”. Trudno nie dostrzec tu ironii – instytucje UE chciały bronić praworządności, a dostarczyły pretekstu do działań tej praworządności zaprzeczających.

Co więcej, przedstawiciele UE zdają się stosować podwójne standardy wobec działań nowej władzy w Polsce. Gdy rząd PiS w latach 2015–2023 wprowadzał legislacyjne reformy sądów, Komisja Europejska i niektórzy komisarze (jak Vera Jourová czy Didier Reynders) głośno to krytykowali w imię obrony rządów prawa. Obecnie, gdy dochodzi do jawnego łamania konstytucji i Ytaktatu Unii Europejskiej przez obóz im politycznie bliski – milczą lub wręcz przyklaskują. Pani Věra Jourová (wiceszefowa KE ds. wartości) wielokrotnie wypowiadała się krytycznie o stanie mediów publicznych w Polsce za rządów PiS. W grudniu 2023 r., kiedy nowa większość dokonała siłowego przejęcia Telewizji Polskiej (wyrzucając pracowników w tym kobiety w ciąży z pracy ), Jourová nie wyraziła żadnego sprzeciwu. Wręcz przeciwnie – działania te uzasadniano właśnie „standardami UE” i potrzebą przywrócenia pluralizmu w mediach. Przypomnijmy jednak, jak to przejęcie wyglądało: 19–20 grudnia 2023 r. nowy rząd, powołując się na uchwałę Sejmu o „bezstronności mediów”, próbował wymienić kierownictwo TVP bez podstawy prawnej Doszło do chaosu – sygnał TVP Info został wyłączony na kilka godzin, a w siedzibie TVP doszło do przepychanek. Posłanka Joanna Borowiak (PiS), która przybyła z interwencją poselską, została poturbowana i trafiła do szpitala. To były sceny przypominające zamach stanu w mediach. Jednak dla przedstawicieli UE najwidoczniej cel uświęca środki – nie potępiono tych metod, bo ofiarą padły „niewłaściwe” osoby. Czy milczenie w tej sprawie nie oznacza cichego przyzwolenia na łamanie standardów praworządności, jeśli robi to strona zgodna ideowo z Brukselą?

Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek poprzedniego komisarza UE ds. sprawiedliwości, Didiera Reyndersa. Ten belgijski polityk przez całą kadencję (2019–2024) pouczał Polskę o praworządności. We wrześniu 2023 r. ostro krytykował powołanie nowych sędziów TK, a w 2024 r. chwalił „postęp” przy zmianie ustawy o SN pod dyktando KE. Tymczasem wyszło na jaw, że sam Reynders ma poważne problemy z prawem – jak ujawniły belgijskie media i służby, był podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy na kwotę ok. 1 mln euro poprzez fikcyjne transakcje (zakup hurtowy losów na loterię). W październiku 2025 r. Reynders został formalnie oskarżony o pranie pieniędzy oraz inne przestępstwa finansowe. Oczywiście obowiązuje domniemanie niewinności, ale fakt jest faktem: człowiek, który miał być strażnikiem europejskiej praworządności, sam usłyszał zarzuty korupcyjne. Co więcej, zaraz po zmianie władzy w Polsce Reynders pojawił się z wizytą w Warszawie i komplementował nowego ministra sprawiedliwości. Jego obecność została odebrana przez obóz rządzący jako legitymizacja kontrowersyjnych działań – swoiste „błogosławieństwo” z Brukseli na przejmowanie prokuratury i sądów. Gdy teraz patrzymy na te wydarzenia przez pryzmat oskarżeń wobec Reyndersa, rodzi się pytanie o wiarygodność unijnych autorytetów. Czy „walka o praworządność” nie stała się przykrywką dla realizacji politycznych interesów, wedle zasady „naszym wolno więcej”? Czy walka o sądy nie ma na celu ochrony przestępców, którzy piastując najwyższe funkcje polityczne dopuszczają się korupcji?

Na koniec warto przypomnieć jeszcze jeden epizod: wypowiedź obecnego wiceministra Koalicji (dawniej RPO) Adama Bodnara, który w 2025 r. przyznał w wywiadzie telewizyjnym, że grupa sędziów naciskała na niego, by siłowo wkroczył do siedziby KRS i przejął akta dyscyplinarne sędziów nominowanych przez poprzednią władzę. Bodnar uległ tym namowom – faktycznie doszło do przejęcia akt toczących się postępowań dyscyplinarnych m.in. sędziego Waldemara Żurka (dziś Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego) oraz sędziego Piotra Gąciarka (lidera stołecznej Iustitii). W efekcie postępowania te zostały storpedowane – akta zabrano organom dyscyplinarnym, uniemożliwiając wydanie orzeczeń. Warto zaznaczyć, że zarzuty dyscyplinarne wobec sędziego Żurka dotyczyły uchybienia godności urzędu sędziego i działalności politycznej (Żurek słynął z udziału w wiecach antyrządowych jako czynny sędzia). Jednak zamiast poczekać na werdykt niezależnego rzecznika dyscyplinarnego, nowa władza po prostu umorzyła sprawę „siłowo” – poprzez zabór akt. Decyzję o umorzeniu podjął sędzia powołany ad hoc przez nowy skład Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN, co uznano za jawne przekroczenie kompetencji i złamanie zasady, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie (Żurek jako minister de facto decydował o losach własnych akt). Równolegle bez podstawy prawej przerwano konstytucyjne kadencje Rzeczników Dyscyplinarnych Sędziów Sądów Powszechnych (powołanych legalnie w 2018 r.) – odwołano m.in. głównego rzecznika Piotra Schaba i jego zastępców przed upływem ich kadencji. Wszystko to w jednym celu: uniemożliwić rozliczenie „swoich” sędziów z popełnionych przewinień oraz przejąć pełną kontrolę nad postępowaniami dyscyplinarnymi. To działanie w oczywisty sposób narusza zasadę nieusuwalności organów dyscyplinarnych w trakcie kadencji i podważa wiarygodność systemu odpowiedzialności sędziów.

Pytanie o praworządność

Przedstawione fakty malują obraz głębokiego kryzysu rządów prawa w Polsce po grudniu 2023 roku. Obecna władza, powołująca się na hasła „naprawy praworządności”, sama tę praworządność w licznych aspektach łamie i ignoruje. Dochodzi do jawnego naruszenia Konstytucji RP, ustaw, Traktatu o Unii Europejskiej i standardów międzynarodowych: bezprawnie zmienia się obsadę kluczowych stanowisk, demontuje niezależność sądownictwa, wprowadza chaos orzeczniczy, wykorzystuje prokuraturę do politycznej zemsty oraz stosuje podwójne standardy moralne. Organy Unii Europejskiej, które wcześniej ostro krytykowały poprzedni rząd, teraz w najlepszym razie milczą, w najgorszym – firmują te działania swoim autorytetem.

Obecny Prezes Rady Ministrów był wcześniej Przewodniczącym Rady Europejskiej (2014–2019) — czy mamy rozumieć, że przenosi do Polski „standardy UE”, które legitymizują takie praktyki? Czy tak właśnie ma wyglądać „praworządność” według instytucji Unii Europejskiej?

Czy wszystkie opisane w niniejszym raporcie zdarzenia, noszące znamiona działań charakterystycznych dla systemów totalitarnych, odbywały się za wiedzą i zgodą Komisji Europejskiej?