Siłowe przejęcie mediów publicznych (grudzień 2023) – raport

Wprowadzenie

W drugiej połowie grudnia 2023 roku doszło w Polsce do bezprecedensowej próby natychmiastowego przejęcia kontroli nad mediami publicznymi przez nowo wyłonioną większość parlamentarną. Wydarzenia te objęły Telewizję Polską (TVP), Polską Agencję Prasową (PAP) oraz Polskie Radio i były realizowane z pominięciem standardowych procedur prawnych. Operacja – określana przez krytyków jako „siłowe przejęcie” lub nawet „zamach” na media publiczne – wzbudziła ogromne kontrowersje polityczne i prawne. Pojawiły się dowody na istnienie koordynującej te działania nieformalnej grupy pod nazwą „Wejście”, w skład której wchodzili m.in. nominaci nowej władzy do zarządów i rad nadzorczych mediów oraz sprzyjający im doradcy. Ujawnione fragmenty korespondencji tej grupy wskazują, że jej członkowie planowali działania z pełną świadomością ich wątpliwej legalności dorzeczy.pl, dorzeczy.pl. Poniższy raport przedstawia szczegółowo:

  • informacje o grupie „Wejście” (skład personalny, cytaty z ujawnionych rozmów, metody komunikacji, potencjalne naruszenia prawa),
  • przebieg operacji przejęcia kluczowych instytucji medialnych (TVP, Polskie Radio, PAP) wraz z ewentualnymi zarzutami,
  • wyjaśnienie, czym były „107 minut Sienkiewicza” i jaką rolę odegrał minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz,
  • informacje ujawnione przez dziennikarza Marcina Dobskiego w tej sprawie oraz ich znaczenie,
  • reakcje organów ścigania, polityków i mediów – ze szczególnym uwzględnieniem zawiadomienia posła Marcina Romanowskiego do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Grupa „Wejście” – skład, komunikacja i kontekst prawny

Grupa „Wejście” to nazwa tajnej grupy dyskusyjnej, założonej w komunikatorze WhatsApp, w której uczestniczyli najważniejsi realizatorzy operacji przejmowania mediów publicznych wiadomosci.onet.pl. Ujawnione informacje wskazują, że w grupie tej znaleźli się m.in.: nowo mianowani prezesi i członkowie władz TVP, Polskiego Radia i PAP oraz sprzyjający im prawnicy. Poniższa tabela przedstawia ustalony skład tej grupy wraz z rolami poszczególnych osób (według stanu na koniec 2023 r.):

Imię i nazwiskoRola w grupie „Wejście” (funkcja nominowana)
Marek BłońskiŚląski korespondent PAP, szef zakładowej „Solidarności” w PAP; w grudniu 2023 mianowany przez nową władzę na prezesa PAP (jako likwidator spółki) biznesalert.pl, polskieradio24.pl.
Paweł MajcherDziennikarz radiowy, były szef Radia Wrocław; w grudniu 2023 mianowany nowym prezesem Polskiego Radia polskieradio24.pl.
Juliusz KaszyńskiMenedżer medialny; w grudniu 2023 mianowany nowym wiceprezesem Polskiego Radia (nominat ministra Sienkiewicza) biznesalert.pl.
Tomasz SygutDziennikarz telewizyjny (dawniej TVP); w grudniu 2023 mianowany nowym prezesem Telewizji Polskiej polskieradio24.pl.
Mikołaj KozakAdwokat; w grudniu 2023 powołany na przewodniczącego nowej Rady Nadzorczej PAP radio.lublin.pl.
Sylwia Gregorczyk-AbramZnana adwokat, aktywistka inicjatyw praworządności; doradczyni prawna grupy – z ujawnionych rozmów wynika, że wspierała plan przejęcia od strony prawnej biznesalert.pl. (W kwietniu 2024 r. została powołana przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara na przewodniczącą komisji badającej nadużycia PiS w mediach i instytucjach w latach 2015–2023 biznesalert.pl).

Grupa komunikowała się poprzez szyfrowane komunikatory, głównie WhatsApp (według niektórych źródeł również Signal), aby omawiać szczegóły operacji przejęcia wiadomosci.onet.plradiomaryja.pl. Ujawnienia dziennikarskie pozwoliły podejrzeć fragmenty tych rozmów. Jeden z członków grupy – trudno zidentyfikowany z nazwiska – napisał tam dramatycznie: „wiem, że pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk 50 niż dowód na bezsilność władzy” wiadomosci.onet.pl. W odpowiedzi adwokat Sylwia Gregorczyk-Abram stwierdziła: „Niestety PAP nie jest infrastrukturą krytyczną” dorzeczy.pl, sugerując, że formalnie PAP nie podlega procedurom ochrony takim jak infrastruktura kluczowa państwa. Z kontekstu dalszych wiadomości wynikało, że członkowie grupy rozważali nawet fizyczne środki wobec oporu – padły sugestie, że pewne osoby lub elementy powinny zostać „zatrzymane” albo przynajmniej „zneutralizowane” biznesalert.pl. Te sformułowania wskazują na gotowość użycia siły fizycznej lub przymusu, co nadało całej sprawie posmak działania poza prawem.

Wiadomości grupy „Wejście” świadczą, że jej uczestnicy zdawali sobie sprawę z bezprawnego charakteru swoich poczynań, jednak byli zdeterminowani je przeprowadzić dorzeczy.pl. Wprost pisali oni o możliwości wywołania „krzyku” i skandalu politycznego, byle tylko nie okazać bezsilności władzy wiadomosci.onet.pl. Planowanie przejęcia mediów omawiano w tej wąskiej grupie w sposób skoordynowany, co – zdaniem krytyków – może wyczerpywać znamiona działania zorganizowanej grupy przestępczej (art. 258 §1 Kodeksu karnego) dorzeczy.pl, dorzeczy.pl.

Podstawowy kontekst prawny sprawy dotyczy kompetencji do powoływania i odwoływania władz mediów publicznych. Od 2016 r. kwestie te reguluje ustawa o Radzie Mediów Narodowych (RMN), która wyłącznie uprawnia RMN do zmian personalnych w zarządach i radach nadzorczych TVP, PR i PAP. Minister kultury nie ma samodzielnie takiego prawa dorzeczy.pl, dorzeczy.pl. W grudniu 2023 r. RMN była zdominowana przez przedstawicieli poprzedniej ekipy (PiS), co zapewne skłoniło nowe władze do poszukania obejścia – jednak sejmowa uchwała (o „przywróceniu ładu w mediach publicznych”), na którą powoływał się minister Sienkiewicz, nie stanowiła obowiązującej podstawy prawnej do odwołań i nominacji dorzeczy.pl. Działania grupy „Wejście” odbywały się więc z rażącym naruszeniem prawa – jak wskazują posłowie opozycji (PiS) – ponieważ pominięto ustawę i konstytucyjny porządek obsady stanowisk w mediach publicznych radiomaryja.pl, dorzeczy.pl.

Przebieg operacji przejęcia TVP, Polskiego Radia i PAP

19 grudnia 2023 (wtorek) – późnym wieczorem, około godziny 22:13, Sejm (w którym po październikowych wyborach większość objęła koalicja opozycyjna wobec dotychczas rządzącego PiS) niespodziewanie przyjął uchwałę „w sprawie przywrócenia ładu prawnego oraz bezstronności i rzetelności mediów publicznych oraz Polskiej Agencji Prasowej”. Uchwała ta – mająca charakter deklaratywny, polityczny – wzywała do natychmiastowych zmian we władzach mediów publicznych. Jeszcze tej samej nocy, posłowie PiS udali się do siedzib głównych TVP (Warszawa, ul. Woronicza), Polskiego Radia oraz PAP, zapowiadając, że będą bronić tych instytucji przed nielegalnym przejęciemwiadomosci.onet.pl, wiadomosci.onet.pl. Te tzw. „interwencje poselskie” polegały na fizycznej obecności parlamentarzystów PiS na terenie mediów celem uniemożliwienia działania nowym władzom.

20 grudnia 2023 (środa) – rano Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło, że minister Bartłomiej Sienkiewicz, powołując się na Kodeks spółek handlowych oraz wspomnianą uchwałę Sejmu, odwołał ze skutkiem natychmiastowym dotychczasowych prezesów i rady nadzorcze TVP, Polskiego Radia i PAP, a w ich miejsce powołał nowe organy wiadomosci.onet.pl. W skład nowych władz weszły osoby skupione wcześniej w grupie „Wejście” (jak wymieniono wyżej). Mimo wątpliwej podstawy prawnej, nominaci ci niezwłocznie udali się do siedzib przejmowanych mediów – faktycznie próbując objąć swoje funkcje tego samego dnia wiadomosci.onet.pl, wiadomosci.onet.pl.

https://dorzeczy.pl/opinie/531024/dobski-ujawnil-afere-romanowski-zawiadamia-prokurature.html Foyer siedziby Telewizji Polskiej w Warszawie w trakcie grudniowych wydarzeń – na miejscu interweniowała policja. Obecność funkcjonariuszy była reakcją na incydenty towarzyszące próbie przejęcia kontroli nad TVP wprost.plwprost.pl.

Przebieg wydarzeń 20 grudnia cechował się chaosem i napięciem. W głównej siedzibie TVP na Woronicza nowy prezes Tomasz Sygut i jego ekipa próbowali wejść do gabinetów. Obecni tam posłowie PiS (m.in. Joanna Lichocka, Joanna Borowiak, Jarosław Kaczyński i inni) starali się blokować te działania, powołując się na swoje uprawnienia poselskie do kontroli interwencyjnej. Doszło do przepychanek – w ich trakcie posłanka Joanna Borowiak (PiS) została poturbowana i zgłosiła naruszenie swojej nietykalności cielesnej wprost.pl, wprost.pl. Incydenty miały miejsce również przy próbie zmian w TVP Info – około godziny 11:17 przed południem sygnał TVP Info został nagle wyłączony, co skutkowało przerwaniem nadawania serwisów informacyjnych (tego dnia nie ukazały się regularnie m.in. Teleexpress, Panorama ani Wiadomości) polskieradio24.pl. Był to bezprecedensowy krok – według relacji ministra Sienkiewicza podjęty celowo, by uniemożliwić dalsze nadawanie propagandy starego zarządu: „O 11:17 w Polsce przestała działać jedna z najbardziej ohydnych operacji politycznych. (…) to był jeden z ważniejszych momentów odbudowy demokracji” – mówił potem Sienkiewicz, odnosząc się do wyłączenia TVP Info wprost.pl, wprost.pl.

W siedzibie Polskiego Radia w Warszawie również pojawili się nowo mianowani członkowie zarządu (Paweł Majcher, Juliusz Kaszyński) i próbowali przejąć obowiązki, jednak sytuacja była nieco mniej dramatyczna. Posłowie PiS stawili się także w budynku radia, lecz – jak relacjonowała Rzeczpospolita – do fizycznej konfrontacji tam nie doszło i parlamentarzyści opuścili to miejsce stosunkowo szybko, prawdopodobnie uznając, że Nowy Zarząd i tak nie ma umocowania prawnego do skutecznego działania rp.pl.

Najbardziej burzliwy przebieg miały wydarzenia w Polskiej Agencji Prasowej (PAP). Poprzedni prezes PAP, Wojciech Surmacz (nominat PiS z 2018 r.), odmówił uznania swojego odwołania. Nowo powołany przez ministra Sienkiewicza prezes PAP Marek Błoński stawił się w centrali PAP (Warszawa, ul. Bracka) późnym wieczorem 20 lub w nocy z 20 na 21 grudnia, w towarzystwie grupy wynajętych ochroniarzy. Błoński – który przy okazji był szefem zakładowej „Solidarności” w PAP – usiłował wejść do pomieszczeń biurowych i przejąć faktyczną kontrolę nad agencją, powołując się na ministerialną nominację biznesalert.pl. Napotkał jednak opór części załogi oraz dyżurujących tam posłów PiS (w PAP obecni byli m.in. Antoni Macierewicz i inni politycy). W holu PAP doszło do konfrontacji: według relacji 24 grudnia doszło tam nawet do przepychanki między posłem PiS Antonim Macierewiczem a pracownikiem PAP wiadomosci.onet.pl. Interweniowała policja oraz straż przemysłowa pilnująca budynku. Z doniesień wynika, że ochroniarze towarzyszący Błońskiemu zachowywali się agresywnie – pojawiły się określenia o „brutalnych ochroniarzach” forsujących dostęp do pomieszczeń PAP biznesalert.pl. Ostatecznie, mimo prób, nowy zarząd PAP nie zdołał w pełni przejąć operacyjnej kontroli nad agencją tego dnia.

21-22 grudnia 2023 – impas. Formalnie nowi prezesi zostali wpisani do akt spółek przez ministra, ale faktycznie załogi mediów publicznych były podzielone, a starzy kierownicy (wspierani przez PiS i KRRiT) kwestionowali legalność zmian. W gmachach TVP i PAP nadal przebywali posłowie PiS pełniący dyżury. Wieczorem 21 grudnia w siedzibie PAP doszło do nietypowego zdarzenia, które wkrótce miało ujawnić istnienie grupy „Wejście”. Otóż ktoś z obecnych zrobił zdjęcie ekranu telefonu Marka Błońskiego, gdy ten prawdopodobnie sprawdzał na swoim smartfonie komunikator. Na fotografii uwieczniono fragment czatu grupy o nazwie „Wejście” z kilkoma widocznymi wypowiedziami biznesalert.pl. To przypadkowe zdjęcie – określone przez media jako efekt „kuriozalnych okoliczności” – stało się dowodem na istnienie zorganizowanej komunikacji planistów przejęcia mediów biznesalert.pl, biznesalert.pl. Fotografia została przekazana dziennikarzom.

23-25 grudnia 2023 – w świąteczny weekend Bożego Narodzenia sprawa wyszła na jaw publicznie za sprawą dziennikarza Marcina Dobskiego (o czym więcej w kolejnym rozdziale). Ujawnione czaty grupy „Wejście” oraz informacje o niezgodności działań z prawem wywołały burzę polityczną. Politycy PiS zaczęli otwarcie oskarżać ekipę Donalda Tuska o dokonanie „siłowego, bezprawnego przejęcia” mediów publicznych. Z kolei przedstawiciele nowej władzy argumentowali, że działali w stanie wyższej konieczności, ratując media przed dalszą stronniczością. Co istotne, prezydent Andrzej Duda również zareagował – w liście do premiera zaapelował o „respektowanie polskiego porządku prawnego” przy reformach mediów polskieradio24.pl, polskieradio24.pl (prezydent był niezadowolony z dotychczasowego stanu mediów publicznych, ale nie aprobował metod faktycznego „zamachu” legislacyjnego bez jego udziału).

27 grudnia 2023 – minister Bartłomiej Sienkiewicz podjął kolejną radykalną decyzję: ogłosił, że w związku z patarem prawnym stawia TVP, Polskie Radio i PAP w stan likwidacji (co potwierdzono we wnioskach złożonych do KRS) pap.plarchiwumosiatynskiego.pl. Oznaczało to mianowanie tzw. likwidatorów tych spółek (np. Marek Błoński został formalnie likwidatorem PAP). Ten ruch prawny miał na celu przejęcie kontroli nad mediami poprzez procedurę likwidacji przedsiębiorstw państwowych i utworzenie nowych jednostek od zera. Jednak i on został zaskarżony i wstrzymany przez sądy rejestrowe – np. sąd odmówił wpisania nowych władz TVP do KRS, uznając brak podstaw prawnych wprost.pl. De facto więc na koniec 2023 roku w mediach publicznych panowała dwuwładza: formalnie nowi „likwidatorzy” i prezesi (z nominacji rządowej) próbowali działać, ale dotychczasowi szefowie (z nominacji RMN) nie uznawali ich i pozostawali na stanowiskach, wspierani przez część załogi i przez prezydenta (który zawetował próby ustawowej likwidacji mediów). Spory te musiały rozstrzygnąć się na drodze prawnej w kolejnych miesiącach.

„107 minut Sienkiewicza” – ekspresowa operacja i jej konsekwencje

Określenie „107 minut Sienkiewicza” stało się w debacie publicznej skrótem na opisanie nadzwyczajnie szybkiej i budzącej wątpliwości formalne akcji odwołania starych władz i powołania nowych władz mediów publicznych w nocy 19 grudnia 2023. Według relacji ujawnionych przez dziennikarza Marcina Dobskiego, a następnie podchwyconych przez polityków PiS, sekwencja wydarzeń wyglądała następująco niezalezna.plniezalezna.pl:

  • 22:13, 19 grudnia – Sejm RP przegłosowuje uchwałę w sprawie mediów publicznych.
  • ok. 22:15-23:59 – W ciągu zaledwie 107 minut minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz miał: opuścić gmach Sejmu, dojechać do siedziby Ministerstwa Kultury, formalnie przeprowadzić kolejno trzy Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy spółek TVP, Polskiego Radia i PAP (państwo jest 100% akcjonariuszem tych spółek) – na każdym z nich odwołać dotychczasowe rady nadzorcze i powołać nowe; następnie nowe rady nadzorcze miały bezzwłocznie odwołać stary i powołać nowy zarząd każdej spółki; sporządzono przy tym 5 aktów notarialnych dokumentujących te zmiany niezalezna.plniezalezna.pl. W akcie notarialnym odnotowano, że minister Sienkiewicz złożył oświadczenie o istnieniu uchwały Sejmu z 19.12, godz. 22:13 jako podstawy działanianiezalezna.pl, niezalezna.pl. Następnie minister (bądź jego przedstawiciele) mieli zdążyć jeszcze do północy dotrzeć do kancelarii notarialnej przy ul. Puławskiej w Warszawie w celu podpisania protokołów.

Cały ten opis pochodzi z rekonstrukcji Marcina Dobskiego, opartej na wpisach w dokumentach i jego informacjach – i zdaniem wielu osób jest niewiarygodne, by procedury prawne wraz z wymaganą obsługą notarialną mogły odbyć się w tak krótkim czasie niezalezna.pl, niezalezna.pl. Dobski opisał tę sytuację obrazowo na Twitterze, kończąc pytaniem: „Niewykonalne‼️ Poświadczono nieprawdę?” niezalezna.pl. Innymi słowy zasugerował on, że akta notarialne mogły zostać przygotowane wcześniej (przed uchwałą Sejmu) lub że wpisano w nich nieprawdziwe godziny, co stanowiłoby przestępstwo poświadczenia nieprawdy w dokumentach urzędowych (art. 271 Kodeksu karnego, zagrożony karą do 5 lat więzienia) niezalezna.pl, niezalezna.pl.

Wątpliwość tę podchwycili politycy PiS. Poseł Paweł Jabłoński (były wiceminister spraw zagranicznych) 25 grudnia publicznie analizował: „W ciągu 107 minut, jakie upłynęły między podjęciem uchwały Sejmu, miały odbyć się zgromadzenia wspólników trzech spółek (w siedzibie MKiDN), a następnie w innym miejscu miały zostać sporządzone ich protokoły – z podpisem ministra ppłk. Sienkiewicza, złożonym (…) w siedzibie kancelarii notarialnej. (…) Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do poświadczenia nieprawdy w dokumentach urzędowych” wprost.plniezalezna.pl. Jabłoński argumentował, że Sienkiewicz nie mógł prawnie złożyć oświadczenia o uchwale Sejmu zanim Sejm ją faktycznie uchwalił – jeśli więc protokoły walnych zgromadzeń były podpisane wcześniej (z datą przed 22:13) lub jeśli minister złożył takie oświadczenie przed uchwaleniem uchwały, to doszło do złamania prawaniezalezna.pl.

W odpowiedzi na te zarzuty minister Bartłomiej Sienkiewicz nie zaprzeczył, że działania były szybkie, ale stanowczo bronił ich legalności i celowości. Tłumaczył, że uchwała Sejmu była mu znana wcześniej tego dnia: „Uchwała była znana około południa” – przyznał w wywiadziewprost.pl. Sugestia jest taka, że projekt uchwały i jej przyjęcie były spodziewane, więc ministerstwo zawczasu przygotowało konieczne dokumenty i skoordynowało pracę notariuszy, aby zaraz po głosowaniu dokonać formalności. Sienkiewicz podkreślał, że działał w ramach możliwości przewidzianych przez prawo handlowe, a ewentualną ocenę legalności pozostawia sądomwprost.pl. Bagatelizował zarzut „niewykonalności” operacji w 107 minut, mówiąc wręcz z ironią: „A w 107 minut można świat uratować, a co dopiero Polskę przed telewizją PiS-u”wprost.pl. Innymi słowy, według Sienkiewicza determinacja nowego rządu usprawiedliwiała tempo zmian, a wszystkie czynności zostały przeprowadzone skutecznie.

Minister Sienkiewicz przyznał zarazem, że sytuacja prawna jest skomplikowana – wspomniał, że sąd rejestrowy odmówił wpisu nowych władz TVP do KRS i że dopóki sprawa jest w toku, formalnie „obecne władze telewizji są w prawie”wprost.pl. Było to de facto potwierdzenie, że stan prawny po „107 minutach” jest niejednoznaczny. Mimo to minister twierdził, iż żadnego fałszerstwa nie popełniono, a powoływanie się na uchwałę Sejmu było świadomym aktem politycznym mającym uzasadnić nadzwyczajne kroki. Sienkiewicz w wypowiedziach medialnych podkreślał moralną stronę sprawy: argumentował, że media publiczne za rządów PiS wyrządzały realną krzywdę, szerząc propagandę i nienawiść. „Ta telewizja zabijała ludzi” – mówił w kontekście TVP, przywołując przypadki zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza czy samobójczej śmierci syna posłanki Magdaleny Filiks, do których – jego zdaniem – przyczyniły się nagonki w mediach rządowychwprost.pl. Sugerował tym samym, że nadzwyczajne środki były usprawiedliwione racją stanu i ochroną demokracji.

Podsumowując, „107 minut Sienkiewicza” stało się symbolem kontrowersji prawnych – jedna strona (PiS) widzi w tym dowód na przestępstwo urzędnicze (poświadczenie nieprawdy, przekroczenie uprawnień), druga strona (ludzie nowej władzy) uważa, że był to po prostu „szach-mat” wymierzony w skostniałe struktury, przeprowadzony z zachowaniem niezbędnych formalnościniezalezna.plwprost.pl. Wątek ten jest przedmiotem odrębnego postępowania wyjaśniającego i zapewne finalnie ocenią go sądy lub prokuratura.

Ujawnienia dziennikarza Marcina Dobskiego – przebieg i znaczenie

Dziennikarz Marcin Dobski odegrał kluczową rolę w nagłośnieniu całej sprawy. To on, działając wówczas jako publicysta portalu Salon24 (obecnie związany z TV Republika), zdobył i opublikował pierwsze dowody istnienia grupy „Wejście” oraz zwrócił uwagę na podejrzane tempo zmian kadrowych. Jego działania informacyjne można podzielić na dwa etapy:

  • Ujawnienie grupy „Wejście” i jej rozmów (23 grudnia 2023): Dobski dotarł do wspomnianej fotografii ekranu telefonu Marka Błońskiego, wykonanej w nocy 21/22 grudnia w PAPbiznesalert.pl. W sobotę 23 grudnia zamieścił na Twitterze (X) sensacyjny wpis: „UJAWNIAM. Grupa „Wejście” na WhatsApp, w której są n. władze Polskiego Radia, prezes PAP M. Błoński, znana adwokat, omawia i planuje przejęcie medium publicznego” radiomaryja.pl. Do tweeta dołączył zrzut ekranu (screen) z widoczną nazwą grupy i fragmentem dyskusji. To właśnie z tego ujawnienia pochodzi cytowany szeroko dialog o „zapachu stanu wojennego” i odpowiedź mec. Gregorczyk-Abram o infrastrukturze krytycznej dorzeczy.pl. Dobski opatrzył to krótkim komentarzem, że członkowie grupy planowali użycie siły. Publikacja z 23 grudnia zadziałała jak iskra – wywołała natychmiastową burzę polityczną i medialną. Media konserwatywne (m.in. Niezależna.pl, wPolityce.pl) podchwyciły temat, nagłaśniając istnienie rzekomego „spisku” o nazwie Wejście. Dziennikarze ci przedstawiali grupę jako zorganizowany sztab operacji przejęcia mediów press.pl. W ciągu kilkunastu godzin politycy PiS zaczęli publicznie dopytywać o szczegóły i domagać się wyjaśnień. Sprawa stała się na tyle głośna, że przedstawiciele obozu rządzącego (KO) unikali komentarzy – poseł PiS Paweł Jabłoński ironizował nawet, że PO wydała swoim politykom „oficjalny zakaz” odzywania się na temat grupy „Wejście”wiadomosci.onet.pl, wiadomosci.onet.pl. Politycy KO zaprzeczali, by istniał taki zakaz, jednak rzeczywiście w mediach społecznościowych większość z nich unikała tematu, uznając go za element narracji PiS, który „nie może pogodzić się z porażką” wyborczą wiadomosci.onet.pl.
  • Ujawnienie „107 minut” i wątpliwości prawnych (25 grudnia 2023): W kolejne dni Marcin Dobski kontynuował dociekania. W poniedziałek 25 grudnia opublikował w sieci szczegółowe informacje na temat harmonogramu działań z nocy 19 grudnia. Jego seria tweetów punkt po punkcie przedstawiła, jak nierealistycznie szybko dokonano zmian w TVP, PR i PAP, sugerując fałszerstwo czasoweniezalezna.pl, niezalezna.pl. To od Dobskiego pochodziły hasło „107 minut” oraz pytanie o poświadczenie nieprawdy niezalezna.pl, niezalezna.pl, które następnie cytowali politycy opozycji. Dobski zwrócił też uwagę na podstawę prawną wpisaną w dokumenty – uchwałę Sejmu – wskazując, że uchwała nie może stanowić legalnej podstawy takich decyzji przed zmianą ustawyniezalezna.pl, dorzeczy.pl. Informacje Dobskiego z 25 grudnia stały się impulsem dla PiS do podjęcia kolejnych kroków prawnych (opisanych w następnym rozdziale). W efekcie narracja o „107 minutach Sienkiewicza” trafiła na czołówki konserwatywnych mediów i stała się symbolem rzekomej afery, porównywanej przez niektórych nawet do nadużyć z czasów PRL. Co istotne, Marcin Dobski jako pierwszy nagłośnił również personalia zaangażowanych – to w jego wpisach pojawiły się nazwiska osób w grupie „Wejście” (jak Majcher, Błoński, Gregorczyk-Abram, Sygut) oraz określenie ich mianem „uzurpatorów” próbujących objąć władze w mediach siłowo z pomocą ochroniarzyradiomaryja.pl.

Znaczenie ujawnionych informacji było ogromne: po pierwsze, skompromitowały one wizerunkowo nową ekipę w oczach opinii publicznej, ujawniając kulisy zakulisowych narad i gotowość do działań na granicy prawa. Po drugie, dostarczyły konkretnego materiału dowodowego (screeny rozmów, daty, dokumenty) dla organów ścigania, co umożliwiło formalne wszczęcie śledztw. Po trzecie, narracja zbudowana na podstawie tych informacji zrównała działania grupy „Wejście” niemal z działalnością przestępczą – słowa o „zatrzymaniu” i „zneutralizowaniu” kogoś w PAP przywodziły na myśl analogie ze stanem wojennym 1981 biznesalert.pl. Obóz PiS wykorzystał to propagandowo, przedstawiając swoich parlamentarzystów jako „bohaterów broniących wolności mediów” (takimi słowami opisywała ich choćby wydana przez KRRiT w 2024 broszura) press.plpress.pl. Z drugiej strony, zwolennicy rządu Tuska starali się umniejszać rewelacje Dobskiego jako „spiskową teorię” i odwracanie uwagi od istoty rzeczy (czyli ich zdaniem od konieczności reformy upolitycznionych mediów). Nie zmienia to faktu, że publikacje Marcina Dobskiego stały się kanwą dla realnych działań prokuratury i debat sejmowych na początku 2024 roku.

Reakcje prokuratury, polityków i mediów

Reakcja organów ścigania: W odpowiedzi na zawiadomienia napływające z obu stron konfliktu, Prokuratura Okręgowa w Warszawie już 22 grudnia 2023 ogłosiła wszczęcie wstępnych śledztw dotyczących zajść wokół mediów publicznych wprost.pl,wprost.pl. Prowadzone postępowania objęły kilka wątków jednocześnie – zarówno tych zgłoszonych przez stronę rządową (KO), jak i przez PiS. Z komunikatu prokuratury wynikało, że badane są m.in.:

  • zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego – chodziło o posłankę Joannę Borowiak (PiS), która zgłosiła, iż została poturbowana w TVP wprost.pl, wprost.pl,
  • zarzut przekroczenia uprawnień służbowych przez Ministra Kultury Bartłomieja Sienkiewicza – z zawiadomień złożonych przez posłów PiS (Marcin Romanowski, Krzysztof Szczucki, Kacper Płażyński) oraz europosła Patryka Jakiego wprost.pl,
  • zarzuty związane z bezprawnym wtargnięciem i nieopuszczeniem pomieszczeń PAP oraz TVP – tu zgłoszenia pochodziły od odwołanego prezesa PAP Wojciecha Surmacza (dot. PAP) oraz od nowego prezesa TVP Tomasza Syguta (dot. blokowania TVP) wprost.pl,
  • zarzut zmuszania przemocą i groźbą do określonego zachowania – co odnosiło się do użycia ochroniarzy i prób siłowych ze strony grupy „Wejście” wprost.pl.

Na tamtym etapie postępowania toczyły się „w sprawie”, czyli nie postawiono jeszcze nikomu zarzutów formalnych – trwało zabezpieczanie dowodów (nagrania z monitoringu, dokumenty, logi wejść do budynków itp.)wprost.pl. Prokuratura deklarowała zamiar wyjaśnienia wszystkich okoliczności, badając zarówno ewentualne przestępstwa władzy (nadużycie uprawnień, fałszowanie dokumentów), jak i przestępstwa opozycji (np. naruszenie miru domowego, czyli nielegalne zajęcie siedziby spółki przez posłów PiS)wprost.pl. W praktyce, z uwagi na polityczne okoliczności, spodziewano się, że priorytetowo traktowane będą wątki obciążające stronę rządową Tuska (biorąc pod uwagę, że prokuratorem generalnym wciąż był Zbigniew Ziobro z obozu PiS do momentu przekazania urzędu nowej władzy).

Zawiadomienie posła Marcina Romanowskiego: Szczególnym echem odbiła się inicjatywa posła Marcina Romanowskiego (Solidarna Polska/PiS), byłego wiceministra sprawiedliwości. 28 grudnia 2023 Romanowski ogłosił, że złożył do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez osoby zaangażowane w grupę „Wejście” radiomaryja.pl. W swoim zawiadomieniu wskazał on z imienia i nazwiska sześć głównych postaci: „Państwo Marek Błoński, Paweł Majcher, Juliusz Kaszyński, Sylwia Grzegorczyk-Abram, Tomasz Sygut oraz Mikołaj Kozak” – zarzucając, że działali oni w zorganizowanej grupie przestępczej «Wejście» mającej na celu nielegalne przejęcie TVP, Polskiego Radia oraz PAP radiomaryja.pl. Romanowski powołał się bezpośrednio na materiały ujawnione przez Marcina Dobskiego jako uzasadnienie: „Po ujawnieniu przez dziennikarza Marcina Dobskiego funkcjonującej na komunikatorze WhatsApp grupy ‘Wejście’ złożyłem zawiadomienie…” – napisał na Twitterze, dołączając fragmenty rozmów grupy jako dowód radiomaryja.pl. Z dostępnych rozmów – argumentował poseł – wynika, że członkowie tej grupy wspólnie planowali i realizowali siłowe przejęcie mediów od co najmniej 19 grudnia 2023, „mając świadomość ich bezprawnego charakteru” dorzeczy.pl,dorzeczy.pl. Romanowski stwierdził, że może to wyczerpywać znamiona art. 258 kk (§1), czyli udziału w zorganizowanej grupie przestępczej dorzeczy.pl.

W treści zawiadomienia (którą Romanowski upublicznił częściowo) podniesiono szereg konkretnych zarzutów. Po pierwsze, wskazano na rażące naruszenie prawa medialnego – minister Sienkiewicz odwołał i powołał władze spółek w oparciu o Kodeks spółek handlowych oraz uchwałę Sejmu, „co jest złamaniem prawa, gdyż do powoływania zarządów i rad nadzorczych spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz PAP stosuje się wyłącznie ustawę o Radzie Mediów Narodowych”dorzeczy.pl. Pominięcie przepisów ustawowych miało – zdaniem zawiadamiającego – charakter uzurpacji kompetencji i skutkowało nieważnością decyzji. Po drugie, Romanowski zwrócił uwagę, że już w 2016 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł (w kontekście wcześniejszych zmian PiS w mediach), iż minister nie może zastępować organów konstytucyjnych (KRRiT) w takich powołaniach dorzeczy.pl. Uchwała Sejmu z 19 grudnia nie stanowiła źródła prawa – „zgodnie z polską Konstytucją jest nim w tym zakresie ustawa” – podkreślił poseł w piśmie dorzeczy.pl.

Romanowski zażądał od prokuratury ustalenia roli wszystkich osób powołanych do nowych władz mediów publicznych w tym procederze – rozszerzając listę nazwisk daleko poza główną szóstkę z grupy „Wejście”. Wymienił m.in. członków nowych rad nadzorczych i zarządów: Piotra Zemłę, Macieja Taborowskiego, Anisę Gnacikowską, Olgę Sztejnert-Roszak, Tomasza Kaplińskiego, Jakuba Bartosiaka, Bartosza Przeciechowskiego, Krzysztofa Sokołowskiego, Pawła Kostrzewę – a jako „możliwych decydentów” wskazał Bartłomieja Sienkiewicza oraz ówczesnego premiera Donalda Tuska dorzeczy.pl. Tak szerokie ujęcie miało na celu objęcie śledztwem wszystkich beneficjentów nielegalnych nominacji oraz ich ewentualnych zleceniodawców politycznych.

Stanowisko i reakcje polityków PiS: Opozycja (PiS) od początku nazwała działania rządu Tuska „bezprawnym zamachem na media”. Były wicepremier i minister kultury Piotr Gliński krytykował: „Jeżeli obecny rząd chce zmienić sytuację w mediach publicznych, ma jedną drogę – ustawową. (…) Wszelkie inne działania są nielegalne” polskieradio24.pl. Podobne stanowisko wyraził prezydencki minister Marcin Mastalerek, akcentując że prezydent Duda „będzie reagował na gruncie konstytucji i prawa” w sprawie mediów polskieradio24.pl. PiS organizował też wydarzenia medialne – 20 grudnia pod siedzibą TVP odbył się protest przeciwko „bezprawiu” z udziałem czołowych polityków PiS (przemawiali m.in. Mateusz Morawiecki, Przemysław Czarnek) polskieradio24.pl. W kolejnych dniach kilku posłów PiS (m.in. Jadwiga Emilewicz, Paweł Lisiecki) demonstracyjnie pełniło dyżury świąteczne w siedzibach TVP i PAP, podkreślając, że „bronią pluralizmu mediów”. Równolegle partia zapowiedziała rozliczenie prawne odpowiedzialnych – pojawiły się nawet pomysły postawienia premiera Tuska przed Trybunałem Stanu za te wydarzenia wprost.pl.

Narracja PiS była mocno wsparta przez media sprzyjające tej partii. Portale takie jak Niezależna.pl, wPolityce.pl, TVP Info czy Gazeta Polska publikowały kolejne materiały określające grupę „Wejście” mianem „spisku”. Przykładowo, cytowano fragmenty czatu z dramatyzującymi komentarzami, że planowano „zatrzymania i neutralizacje” ludzi w PAPpress.pl. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (w starym składzie, z przewagą nominantów PiS) wydała nawet specjalny raport – „Kalendarium likwidowania mediów publicznych w Polsce” (wrzesień 2024) – opisujący dzień po dniu wydarzenia z perspektywy PiS. Rozdziały nosiły tytuły w rodzaju „Zamach na Polskie Radio i PAP” czy „Ujawnienie grupy ‘Wejście’”, a bohaterami przedstawiano polityków PiS blokujących przejęciepress.plpress.pl. Taka retoryka miała ugruntować przekonanie, że to PiS broni wolności słowa, a nowa władza dopuściła się niedopuszczalnej uzurpacji (porównywanej wręcz do metod stanu wojennego).

Stanowisko i działania strony rządowej (KO i sojusznicy): Po początkowym entuzjazmie z powodu przejęcia mediów, koalicja rządząca zorientowała się, że znalazła się w defensywie medialnej. Politycy KO starali się minimalizować sprawę. W publicznych wypowiedziach dominowała narracja, że to PiS „nie może pogodzić się z porażką i broni swoich ostatnich bastionów propagandy”, a cała afera grupy „Wejście” jest rozdmuchana wiadomosci.onet.pl. Rzecznik rządu unikał jednoznacznych komentarzy co do treści czatów, twierdząc, że „to prywatne rozmowy osób, które nie pełniły jeszcze funkcji”. Jednocześnie rząd Tuska próbował drogą legislacyjną wprowadzić rozwiązania systemowe – przygotowano projekt ustawy likwidującej obecne media publiczne i powołującej nowe, jednak na początku 2024 r. utknął on w Sejmie z powodu weta prezydenta. Bartłomiej Sienkiewicz przeszedł do kontrataku retorycznego: podczas debaty nad wnioskiem PiS o wotum nieufności (styczeń 2024) otwarcie stwierdził, że „jest dumny” z przeprowadzonych zmian, bo „TVP za PiS zabijała” słowem i trzeba ją było jak najszybciej zatrzymać wprost.pl,wprost.pl. Ostatecznie wotum nieufności Sienkiewiczowi nie zostało udzielone (Sejm je odrzucił) wprost.pl, co oznaczało polityczne poparcie większości dla jego działań.

Rządzący starali się również pokazać, że to PiS łamie prawo, okupując budynki publiczne bez podstawy. Dlatego nowi prezesi (jak Tomasz Sygut) składali zawiadomienia na posłów PiS o naruszenie miru domowego i utrudnianie pracy, argumentując, że poselskie interwencje zostały nadużyte (posłowie nie powinni blokować funkcjonowania spółek) wprost.pl. Te wątki również bada prokuratura. W oczach wielu postronnych obserwatorów doszło do paradoksalnej sytuacji, w której obie strony zarzucają sobie nawzajem bezprawie: nowa władza twierdzi, że broni demokracji przed „partyjnymi mediami PiS”, a PiS twierdzi, że broni praworządności przed „zamachem” nowej władzy. Sprawa zapewne znajdzie finał dopiero po rozstrzygnięciach sądowych co do legalności grudniowych decyzji.

Podsumowanie: Siłowe przejęcie mediów publicznych w Polsce w grudniu 2023 stało się casus belli między starym a nowym obozem rządzącym. Ujawnienie istnienia grupy „Wejście” – tajnego zespołu koordynującego tę operację – dostarczyło spektakularnych dowodów na to, jak daleko posunięte działania były planowane (łącznie z użyciem siły i obejściem prawa) dorzeczy.pl,biznesalert.pl. Sprawa ta rzuciła cień na deklaracje nowej władzy o przywracaniu standardów prawa i praworządności. Z kolei ekipa PiS, choć sama oskarżana wcześniej o upolitycznienie mediów, zdołała wykorzystać sytuację do umocnienia swojej narracji o byciu strażnikiem reguł demokratycznych. Prokuratura bada obecnie zarówno wątki potencjalnych nadużyć władzy (przez ludzi Sienkiewicza), jak i przekroczenia prawa przez polityków PiS uczestniczących w „obronie” TVP i PAP wprost.pl,wprost.pl. Na rezultaty tych postępowań przyjdzie poczekać, jednak już teraz przypadek „grupy Wejście” stał się przestrogą, jak niebezpieczne dla państwa prawa może być mieszanie logiki siłowej z procesem demokratycznej zmiany władzy.

Wizyta Věry Jourovej – symboliczne poparcie dla bezprawnych działań?

W dniu 20 grudnia 2023 roku, zaledwie dzień po siłowym przejęciu mediów publicznych przez nową większość parlamentarną, do Warszawy przyjechała Věra Jourová, wiceszefowa Komisji Europejskiej ds. wartości i przejrzystości. Jej wizyta miała na celu omówienie z nowym rządem Donalda Tuska planów dotyczących „przywracania praworządności” w Polsce.

Co powiedziała Jourová?

Podczas wizyty Jourová:

  • pochwaliła determinację rządu w walce o praworządność,
  • podkreśliła, że to „dobry sygnał” i „pierwszy krok ku normalizacji”,
  • nie odniosła się wprost do zarzutów o nielegalność przejęcia mediów publicznych,
  • zapowiedziała, że Komisja będzie „obserwować zgodność działań z prawem UE”.

Problem: czy Jourová legitymizowała bezprawie?

Wizyta Jourovej nastąpiła tuż po działaniach, które sąd i eksperci uznali za nielegalne:

  • minister Bartłomiej Sienkiewicz odwołał i powołał nowe zarządy spółek medialnych z pominięciem obowiązującej ustawy o Radzie Mediów Narodowych;
  • sądy rejestrowe odmówiły wpisania nowych władz do KRS;
  • działania te były skrytykowane przez prezydenta oraz uznane za pozbawione podstawy prawnej.

Mimo to Věra Jourová przyjechała do Warszawy i de facto „dała twarz” tym działaniom – nie skrytykowała ich, lecz pośrednio wyraziła poparcie. Z perspektywy opozycji (PiS), Komisja Europejska w ten sposób przyzwoliła na łamanie prawa, ponieważ działania rzekomo przywracające praworządność same były przeprowadzone w sposób bezprawny.

Polityczny paradoks

Z jednej strony UE od lat oskarżała poprzedni rząd PiS o łamanie zasad państwa prawa. Z drugiej – gdy nowy rząd przejął media w sposób niezgodny z obowiązującym prawem, unijna komisarz przyjechała z niemal triumfalną wizytą.

To podważyło neutralność Brukseli i w oczach wielu komentatorów – kompromitowało unijną narrację o praworządności, pokazując jej instrumentalne użycie w zależności od tego, kto sprawuje władzę.

Przywracanie praworządności z naruszeniem prawa – z przychylną obecnością wysokiej przedstawicielki UE – jest faktem, który nie pozostał bez echa w debacie publicznej. Czy to są te wartości Unii Europejskiej !?

Źródła: W raporcie wykorzystano materiały prasowe (m.in. serwisy Onet, Wprost, Do Rzeczy, Niezależna, PolskieRadio24, Radio Maryja) oraz wpisy z mediów społecznościowych, zawierające cytaty oryginalnych wypowiedzi uczestników wydarzeń. Wszystkie cytowane fragmenty zostały opatrzone odnośnikami do źródeł